***Do żywych dusz, którym przypadkiem zdarzyło się odwiedzić ten blog, które w dodatku lubią rysować mam prośbę. Proszę o narysowanie Shio. Jeśli ktoś okaże mi łaskę i narysuje to proszę by rysunek wysłał "mejlem" na adres anitamaru99@gmail.com Z góry dziękuje tym, którzy chociaż czytają to opowiadanie.***
Wchodząc do kuchni zobaczyłem Shinę i Izu siedzących przy stole. Shina miała delikatnie zapuchnięte oczy a Izu wyglądał pewnie jak zawsze.
- Przepraszam was za moje zachowanie. A co do pomysłu Izukiego to się zgadzam.- powiedziałem patrząc na czajnik jakby nagle okazał się niezwykle interesujący.
- To fajnie. Shina też się zgodziła teraz musi tylko dogadać się z mamą i możecie się przeprowadzać. Wkońcu nie będę mieszkał sam.- powiedział uradowany Izu.
- Ja spakuję się już teraz i od razu się przeprowadzę.- powiedziałem odwracając się od nich.
Czułem ich wzrok na swoich plecach gdy wchodziłem po schodach. Będąc w pokoju włączyłem muzykę i wyciągnąłem z szafy torby. Pakując się paliłem papierosa, zaciągając się powoli i długo.
Gdy spakowałem wszystkie rzeczy, chwyciłem swoje torby i zszedłem z nimi do kuchni.
- Izu idziemy? Odprowadzimy Shinę i lecim do Ciebie.- powiedziałem.
- Nie pożegnasz się z siostrami czy coś?- zapytał Izu.
Nie chciałem się z nimi żegnać. Byłem na nie wściekły ale nie pokazywałem tego.
Po tym jak nie odpowiedziałem, Izu z Shiną wstali i zaczęli ubierać buty. Wyszliśmy z domu zanim Kari i Arii zauważyły.
Gdy Shina zniknęła za drzwiami swojego domu odezwałem się do Izu.
- Po drodze wskoczymy do sklepu. Musze sobie kupić kilka rzeczy.- powiedziałem i wyciągnąłem z kieszeni paczke i zapaliłem kolejnego papierosa.
Izu spojrzał na mnie ale nic nie powiedział. Znalazłem sklep i kupiłem w nim nową paczkę, sok i jabłko. Przez reszte drogi ani ja ani Izu się odzywaliśmy.
Gdy weszliśmy do mieszkania Izu byłem zaskoczony tym jakie jest duże.
- Spore mieszkanie masz.- powiedziałem.
- Mamy. Teraz też jest twoje. Słuchaj uprzedzę twoje pytania. Każde z nas będzie miało osobny pokój z łazienką, pewnie myślisz, że skoro jestem homo to teraz będę próbował się do Ciebie dobierać ile wlezie. Nie, nie będę. A co do posiłków i sprzątania mieszkania jakoś się zgadamy. Idź się rozpakować i przyjdź do kuchni. Chcę jeszcze z Tobą o czymś porozmawiać.- odpowiedział mi Izu i pokazał gdzie jest mój pokój i kuchnia.
Wchodząc do swojego nowego pokoju nie miałem chęci się bawić w rozpakowywanie. Rzuciłem torby na łóżko i poszedłem do kuchni. Tam czekał na mnie Izu popijając mleko. Nie odkładając szklanki od ust, ręką pokazał bym usiadł przy stole. Również się nie odzywając usiadłem.
- Masz gdzieś popielniczkę? Chce mi się palić.- Powiedziałem wyciągając paczkę.
- Popiałki nie mam ale to nie problem zrobić.- Powiedział i schylił się do szuflady z której wyciągnął sreberko.
Zrobił z niego małą popielniczkę i postawił na stole.
- Nie mam nic do tego, żebyś palił ale jak będziesz to robił to otwieraj wcześniej okno. A teraz muszę Ci powiedzieć jeszcze kilka rzeczy. Ehhh. Przeprowadziłem się tu ze względu na Ciebie. Zrozumiem jeśli najprościej w świecie nic do mnie nie poczujesz. Spo..- Nie dokończył. Nie pozwoliłem mu.
- Słuchaj. Dla mnie to nowość. Widzę Cię po kilku latach a ty naglę wyskakujesz no z tym z czym wyskoczyłeś. Nie jestem uprzedzony do homo, i wisi mi kto co do kogo czuję ale muszę Ci szczerze powiedzieć, że to trochę dziwne kiedy dowiadujesz się od dwójki przyjaciół, że oboje są w tobie zakochani.- wtrąciłem się jego zdanie.
Nie odpowiedział mi. Wstał powiedział, że idzie do siebie i wyszedł z kuchni zostawiając mnie z na wpół spalonym papierosem w dłoni.
Na tymże bloggu pisane będzię opowiadanie romantyczne pt. " Dwukolorowy narcyz" oraz od czasu do czasu pojawiać się będą różnej maści opowiadania nie związane z głównym.
niedziela, 19 lipca 2015
czwartek, 16 lipca 2015
Dwukolorowy narcyz. #18
Stałem w swoim pokoju z przyjaciółką, którą znam od niedawna, która wyznała mi miłość i przyjacielem z dzieciństwa, który również wyznał mi miłość. Moja reakcja jest oczywista.
- Że co kurwa proszę?? Dajcie mi chwile zanim którekolwiek z was się odezwie. Ty Shina znasz mnie bardzo krótki czas, a ty Izu.. Co Tobie odjebało?- Pytałem nie wiedząc w którą stronę sie odwrócić.
- Przepraszam, że mówię Ci o tym dopiero teraz ale jakoś tak od dziecka mnie do Ciebie ciągnęło, a dopiero nie dawno zdałem sobie sprawę co do Ciebie czuję. Dlatego się tu przeprowadziłem.- Tłumaczył się Izuki.
Stałem jak wryty. Spojrzałem na Shina. Wydawała się zakłopotana całą sytuacją. Po jej twarzy zauważyłem, że jest bliska płaczu. Próbowałem się uspokoić.
- Nie chcę być wobec was wulgarny ale wypierdalać z mojego pokoju.- Powiedziałem i wskazałem ręką drzwi.
Izuki wyszedł od razu. Shina natomiast podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno.
- Ja..jaa przepraszam.- powiedziała zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek.
Puściła mnie i wyszła z pokoju. Gdy zamknąłem za nią drzwi, w odtwarzać wrzuciłem płytę Like Moths To Flames. Z głośników poleciała piosenka Bury your pain. Rzuciłem się na łóżko. Cała ta sytuacja wydaję się jak wyrwana z jakiegoś opowiadania romantycznego. Dziewczyna, której uratowałem skórę mówi, że mnie kocha a po chwili przyjaciel z dzieciństwa, który pojawił się nagle mówi to samo co ona. Wstałem z łóżka i kucnąłem przy nim. Z pod łóżka wyciągnąłem ukryta paczkę papierosów i podszedłem do okna. Otworzyłem je po czym zapaliłem papierosa. Z niewiadomych mi przyczyn smak dymu mnie uspokajał. Na chwilę odłożyłem papierosa do popielniczki ukrytej na parapecie po zewnętrznej stronie okna i ściągnąłem koszulkę zostając tylko w czarnych rurkowatych spodniach. Podszedłem do lustra i spojrzałem na siebie. Na rękach miałem tatuaże a w lewym uchu kolczyki. Odwróciłem się i ruszyłem do okna. Wziąłem papierosa i dalej go paliłem. Nie miałem bladego pojęcia dlaczego oboje nagle wyskoczyli z czymś takim. Nagle poczułem dwie pary rąk na moich plecach. Odwróciłem się wyrzucając papierosa przez okno. Przy mnie stały moje siostry.
- Dla twojej wiadomości Izu i Shina siedzą w kuchni przy stole. Izu opowiedział nam co się stało. Same jesteśmy zaskoczone więc ty musisz być tym bardziej zaskoczony.- powiedziała Kari.
- Lepiej zapal kolejnego bo z Kari wymyśliłyśmy coś dziwnego.- powiedziała Arii.
Posłuchałem się jej. Niepewnie wyciągnąłem kolejnego papierosa i zapaliłem zaciągając się mocno przygotowując się na to co powiedzą.
- Dokładnie to na ten pomysł wpadł Izu. A teraz słuchaj. Izu mieszka sam w 5 osobowym mieszkaniu. Chcemy żebyś z Shiną się do niego wprowadzili. Jeśli mam być szczera to ani ja ani Kari nie widziałyśmy Cię nigdy z dziewczyną więc nie mamy pojęcia jakiej orientacji jesteś...- Nie skończyła.
- Chcecie żebym zamieszkał z przyjacielem pedałem i przyjaciółką, która również jest we mnie zakochana pod jednym pierdolonym dachem?! No chyba was pojebało i to zdrowo!- Krzyknąłem w złości.
Dopiero po sekundzie zdałem sobie sprawę z tego z powiedziałem. Arii i Kari spojrzały po sobie. Znałem ten wzrok. Mam przejebane. I to bardzo. Arii położyła mi rękę na prawym ramieniu a Kari na lewym. Mimo, że są ode mnie mniejsze i słabsze to gdy tak robią zawsze zmuszają mnie bym przed nimi klęknął. Tak było tym razem.
- Posłuchaj mnie teraz. Nie możesz ciągle siedzieć zamknięty w tym pokoju i słuchać muzyki. Nikt Ci nie każe iść z nimi do łóżka. Przeprowadzisz się z Shiną do Izu i sam zdecydujesz. A teraz idź na dół przeproś ich za swoje zachowanie i powiedz, że się na to zgadzasz.- Powiedziała Arii.
Prawie nigdy tak nie robiły. Bałem się tego ale musiałem się zgodzić. Obie wyszły z pokoju zostawiając mnie z muzyką i niedopałkiem w dłoni.
- Że co kurwa proszę?? Dajcie mi chwile zanim którekolwiek z was się odezwie. Ty Shina znasz mnie bardzo krótki czas, a ty Izu.. Co Tobie odjebało?- Pytałem nie wiedząc w którą stronę sie odwrócić.
- Przepraszam, że mówię Ci o tym dopiero teraz ale jakoś tak od dziecka mnie do Ciebie ciągnęło, a dopiero nie dawno zdałem sobie sprawę co do Ciebie czuję. Dlatego się tu przeprowadziłem.- Tłumaczył się Izuki.
Stałem jak wryty. Spojrzałem na Shina. Wydawała się zakłopotana całą sytuacją. Po jej twarzy zauważyłem, że jest bliska płaczu. Próbowałem się uspokoić.
- Nie chcę być wobec was wulgarny ale wypierdalać z mojego pokoju.- Powiedziałem i wskazałem ręką drzwi.
Izuki wyszedł od razu. Shina natomiast podeszła do mnie i przytuliła mnie mocno.
- Ja..jaa przepraszam.- powiedziała zanim zdążyłem powiedzieć cokolwiek.
Puściła mnie i wyszła z pokoju. Gdy zamknąłem za nią drzwi, w odtwarzać wrzuciłem płytę Like Moths To Flames. Z głośników poleciała piosenka Bury your pain. Rzuciłem się na łóżko. Cała ta sytuacja wydaję się jak wyrwana z jakiegoś opowiadania romantycznego. Dziewczyna, której uratowałem skórę mówi, że mnie kocha a po chwili przyjaciel z dzieciństwa, który pojawił się nagle mówi to samo co ona. Wstałem z łóżka i kucnąłem przy nim. Z pod łóżka wyciągnąłem ukryta paczkę papierosów i podszedłem do okna. Otworzyłem je po czym zapaliłem papierosa. Z niewiadomych mi przyczyn smak dymu mnie uspokajał. Na chwilę odłożyłem papierosa do popielniczki ukrytej na parapecie po zewnętrznej stronie okna i ściągnąłem koszulkę zostając tylko w czarnych rurkowatych spodniach. Podszedłem do lustra i spojrzałem na siebie. Na rękach miałem tatuaże a w lewym uchu kolczyki. Odwróciłem się i ruszyłem do okna. Wziąłem papierosa i dalej go paliłem. Nie miałem bladego pojęcia dlaczego oboje nagle wyskoczyli z czymś takim. Nagle poczułem dwie pary rąk na moich plecach. Odwróciłem się wyrzucając papierosa przez okno. Przy mnie stały moje siostry.
- Dla twojej wiadomości Izu i Shina siedzą w kuchni przy stole. Izu opowiedział nam co się stało. Same jesteśmy zaskoczone więc ty musisz być tym bardziej zaskoczony.- powiedziała Kari.
- Lepiej zapal kolejnego bo z Kari wymyśliłyśmy coś dziwnego.- powiedziała Arii.
Posłuchałem się jej. Niepewnie wyciągnąłem kolejnego papierosa i zapaliłem zaciągając się mocno przygotowując się na to co powiedzą.
- Dokładnie to na ten pomysł wpadł Izu. A teraz słuchaj. Izu mieszka sam w 5 osobowym mieszkaniu. Chcemy żebyś z Shiną się do niego wprowadzili. Jeśli mam być szczera to ani ja ani Kari nie widziałyśmy Cię nigdy z dziewczyną więc nie mamy pojęcia jakiej orientacji jesteś...- Nie skończyła.
- Chcecie żebym zamieszkał z przyjacielem pedałem i przyjaciółką, która również jest we mnie zakochana pod jednym pierdolonym dachem?! No chyba was pojebało i to zdrowo!- Krzyknąłem w złości.
Dopiero po sekundzie zdałem sobie sprawę z tego z powiedziałem. Arii i Kari spojrzały po sobie. Znałem ten wzrok. Mam przejebane. I to bardzo. Arii położyła mi rękę na prawym ramieniu a Kari na lewym. Mimo, że są ode mnie mniejsze i słabsze to gdy tak robią zawsze zmuszają mnie bym przed nimi klęknął. Tak było tym razem.
- Posłuchaj mnie teraz. Nie możesz ciągle siedzieć zamknięty w tym pokoju i słuchać muzyki. Nikt Ci nie każe iść z nimi do łóżka. Przeprowadzisz się z Shiną do Izu i sam zdecydujesz. A teraz idź na dół przeproś ich za swoje zachowanie i powiedz, że się na to zgadzasz.- Powiedziała Arii.
Prawie nigdy tak nie robiły. Bałem się tego ale musiałem się zgodzić. Obie wyszły z pokoju zostawiając mnie z muzyką i niedopałkiem w dłoni.
wtorek, 30 czerwca 2015
Dwukolorowy narcyz. #17
Wygraliśmy z Izukim mecz o tytuły. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie trener.
- Wygraliście. Shio wyrzucam Cię z drużyny.- Powiedział nagle trener.
- Za co? Nic nie zrobiłem. Jestem najlepszym obrońcą a teraz w dodatku kapitanem.- powiedziałem z niedowierzaniem.
- Nie mogę pozwolić by w mojej drużynie był ktoś z tatuażami. Idź się przebierz i wróć do domu. Nie chcę Cię widzieć na treningach.
Wkurwiony chwyciłem piłkę i rzuciłem nią o tarcze, która pod wpływem uderzenia zakołysała się niebezpiecznie.
Wychodząc ze szkoły zauważyłem, że za mną biegnie Izu. Również przebrany.
- Zaczekaj Shio. Skoro nie mogę grać z Tobą też odszedłem.- Powiedział zdyszany.
- Pierdolę to. Ta szkoła teraz straciła dwóch najsilniejszych zawodników. Nie wiem jak poradzą sobie bez nas na zawodach. Idę do domu. Wpadniesz do mnie?- Zapytałem Izu.
- Skoro zapraszasz. Długo nie widziałem siostrzyczek.- Odpowiedział mi i razem ruszyliśmy w stronę mojego domu.
Po drodze wstąpiliśmy do sklepu po zimne napoje. Gdy szedłem w stronę kasy poczułem, że ktoś trzyma mnie za koszulkę.
- Czemu nie jesteś na treningu?- Usłyszałem głos Shiny.
- Wyrzucono mnie za tatuaże.- Odpowiedziałem jej.
- Mogę pójść z Tobą do domu?
- Jeśli mam być szczery to już kogoś zapro..- Nie zdążyłem dokończyć.
- Shio przedstaw mi swoją koleżankę.- Wtrącił się nagle Izu.
- Shina poznaj mojego przyjaciela z dzieciństwa. To jest Izuki, a to Shina. A teraz dajcie mi zapłacić i chodźcie do mnie.
Shina wydawała się zaskoczona z poznania Izu.
W drodze do domu wszyscy jakoś dziwnie milczeli a ja nie miałem ochoty zaczynać rozmowy.
Gdy przyszliśmy do mnie zauważyłem, że Kari i Arii są już w domu.
- Wróciłem- Krzyknąłem od wyjścia.
Nagle za ściany wyszła Arii. Nie zdążyła nic powiedzieć bo szybko znalazła się w objęciach Izukiego.
- Arii. Jak ja Cię długo nie widziałem.- Krzyknął uradowany Izu.
- Izuki słoneczko.- odpowiedziała i odwzajemniła przytulenie.
Ta sama sytuacja miała miejsce z Karii tyle, że w kuchni. Siostry pamiętały Izukiego i to, że zawsze nazywały go słoneczkiem. Zauważyłem, że Shina jest na schodach w drodze do mojego pokoju.
- A ty gdzie idziesz?- Zapytałem ją.
- Do twojego pokoju.- Odpowiedziała cicho.
Poszedłem za nią. Miałem wrażenie, że coś się stanie. I to coś dziwnego.
Gdy wszedłem za nią do pokoju zamykając odruchowo drzwi, Shina odwróciła się na mnie i spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem.
- Czemu tak na mnie patrzysz? Stało się coś? Ktoś coś Ci zrobił? Komuś mam jebnąć?- Zapytałem.
- Nic się nie stało. Tylko, że...eee muszę coś Ci powiedzieć.- Powiedziała cicho przystępując z nogi na nogę.
- Hmm co takiego?
- Kocham Cię.
Nie chciałbym widzieć swojej miny w tym momencie. Jak ogłupiały patrzałem na Shinę, która miała spuszczoną głowę.
- Że co? Czekaj czekaj. Że co?
- Prze-prze-przepraszam.
Nagle poczułem, że ktoś stoi mi za plecami.
- No to Shina masz problem. Ja czuję do niego do samo co ty.- Usłyszałem za plecami głos Izukiego.
No to się kurwa porobiło, pomyślałem.
piątek, 26 czerwca 2015
Dwukolorowy narcyz. # 16.
Po przebraniu się w szatni usłyszałem głos trenera z boiska.
- Shio chciałbym być wicekapitanem.- Powiedział nagle Izuki.
- Co? A z reszta zagraj z obecnym i wygraj. Wtedy spełnisz swoją zachciankę.- Odpowiedziałem mu.
- Ale chciałbym być twoim wicekapitanem. Chce żebyś ty został kapitanem.
- Ale po co mi to? Jestem rzucającym obrońcą. Bardziej obrońcą niż rzucającym. Po co mi bycie kapitanem?
Na to mi nie odpowiedział. Gdy staliśmy w szeregu trener odbył krótką rozmowę z Izukim, który po tej rozmowie został nowym centrem drużyny.
- Panie trenerze. Ja i Shio chcemy wyzwać obecnego kapitana i wicekapitana na gre dwóch na dwóch o te tytuły.- Odpalił nagle Izu.
Zanim zdążyłem zareagować trener zgodził się.
- Mówiłem Ci Izu, że nie chce tego tytu..- Nie skończyłem zdania bo nagle wtrącił się obecny kapitan.
- Hahaha serio?? Świeżak i ktoś kto potrafi tylko bronić chcą walczyć o te tytuły? No bez żartów.- Powiedział kapitan z wyczuwalną pogardą w głosie.
To sprawiło, że nagle zmieniłem zdanie. Nagle zachciało mi się być kapitanem. Wyszliśmy z Izu na środek boiska. Nie miałem pewności na jakim poziomie jest Izu ale znałem swój poziom i poziom tamtej dwójki. Razem z Izu mieliśmy przewagę mięśni i wzrostu. Ustawiłem się do wyskoku po piłkę, który miał rozpocząć mecz. Trener wyrzucił piłkę w powietrze.
Przepraszam, że ten rozdział jest krótki ale nie mogę ostatnio zdobyć natchnienia by pisać. Obiecuję, że w następnym rozdziale napiszę sporo i sporo rzeczy wyjaśnie. Dodam, że pojawi się nowy ciekawy wątek.
piątek, 19 czerwca 2015
Dwukolorowy narcyz. #15.
I tak mijały mi dni. Shina przychodziła mnie odwiedzać, przewodnicząca przynosiła mi notatki. W końcu przyszło mi iść do szkoły.
Gdy wszedłem do klasy nikt nie powiedział mi cześć, nikt nie zapytał jak się czuje. Usiadłem na swoim miejscu. Do klasy wbiła nauczycielka.
- Witamy z powrotem Shi.. Co ty masz w uchu?- zapytała nauczycielka.
- Kolczyki. - odpowiedziałem spokojnie.
Rękę miałem zasłoniętą więc nie widziała tatuażu, który był już wypełniony i wyglądał epicko.
- Ehhh Shio. Za kolczyki mogą obniżyć Ci zachowanie. Ale to już twoje zmartwienie. Mam przyjemność przedstawić wam nowego ucznia. Izuki wejdź.
Do klasy wszedł chłopak wzrostem prawie mi dorównujący. Miał czarne włosy ułożone w grzywkę opadającą na czoło.
- Nazywam się Izuki Nakari. Przeniosłem się z liceum Takamari. Liczę na dobrą współpracę.- powiedział nowy kłaniając się płytko.
Wszystkie dziewczyny z klasy były w niego wpatrzone jak w obrazek. Nawet ja musiałem przyznać, że chłop jest przystojny. Chłopacy natomiast przekrzykiwali się, że ustąpią mu miejsca. Wydawało mi się, że skądś go znam. Chłopak przyjrzał się klasie. Jego wzrok zatrzymał się na mnie.
- Shioooooooo- Krzyknął nagle.
Wszyscy spojrzeli ze zdziwieniem. Izuki nie patrząc na nic podszedł i zajął wolne miejsce obok mnie.
- Shio pamiętasz mnie? Przyjaźniliśmy się w podstawówce?- Zapytał.
Dopiero po chwili przypomniałem sobie skąd go kojarzę. Był jedyną osobą w podstawówce, która nie wytykała mnie palcami. Lecz w 6klasie przeniósł się z rodzicami do innej dzielnicy i kontakt się urwał.
- Powspominacie sobie na przerwie. Shio oprowadzisz Izukiego po szkole. A teraz zaczynamy lekcję.-powiedziała nauczycielka otwierając dziennik.
Lekcja minęła w miarę spokojnie. Tylko chłopacy patrzyli na Izukiego ze zdziwieniem a dziewczyny wgapione w niego robiły maślane oczy. Wstałem gdy zadzwonił dzwonek.
- Chodź Izu. Oprowadzę Cię po szkole.- powiedziałem.
Izuki wstał i wyszedł ze mną z sali.
- Widzę, że dalej za tobą nie przepadają. W podstawówce było tak samo co nie? Dalej grasz w kosza? A z resztą. Oprowadź mnie po szkole. Pogadamy po lekcjach.- Powiedział.
Poza tym, że ma grzywkę to nic się nie zmienił. Zawsze prawie dorównywał mi wzrostem. A tak poza to był moim przeciwieństwem. Był towarzyski, ludzie go lubili i nie wytykali palcami.
- Po lekcjach mam trening. Dalej gram w kosza. I dalej jako rzucający obrońca. Tylko, że teraz bardziej jako obrońca. I masz racje. Dalej za mną nie przepadają. Izu dam Ci radę. Jeśli nie chcesz stracić szkolnego życia lepiej się ze mną nie zadawaj.- Ostrzegłem go.
- No co ty Shio. Jak byliśmy mali zawsze trzymałem się z Tobą. Też dołączę do drużyny. Tym razem jako center. Dalej nazywasz mnie Izu. Jak mi tego brakło. W Takamari było nudno. Koszykarze słabi, dziewczyny brzydkie i drażniło mnie to, że nie ma Ciebie.
- Nie przesadzaj Izu. Aha i ostrzegam, że w tej szkole nazywają mnie potworem.
- Shio i ja się im nie dziwie. Jesteś kolesiem typu dwa na dwa, masz kolorowe oczy, długie białe włosy a z tego co słyszałem to teraz jeszcze kolczyki. To nie jest codzienne.
Na to już nie odpowiedziałem. Oprowadziłem Izukiego po szkole i wróciliśmy pod klasę idealnie na dzwonek. Przez całą przerwę zdziwiło mnie, że nigdzie nie widziałem Shiny. Jeśli jest chora wpadnę do niej po lekcjach.
Gdy był koniec lekcji wyszedłem z Izukim szybko z klasy by zdążyć na trening. Ciekaw jestem jak gra w kosza.
Gdy wszedłem do klasy nikt nie powiedział mi cześć, nikt nie zapytał jak się czuje. Usiadłem na swoim miejscu. Do klasy wbiła nauczycielka.
- Witamy z powrotem Shi.. Co ty masz w uchu?- zapytała nauczycielka.
- Kolczyki. - odpowiedziałem spokojnie.
Rękę miałem zasłoniętą więc nie widziała tatuażu, który był już wypełniony i wyglądał epicko.
- Ehhh Shio. Za kolczyki mogą obniżyć Ci zachowanie. Ale to już twoje zmartwienie. Mam przyjemność przedstawić wam nowego ucznia. Izuki wejdź.
Do klasy wszedł chłopak wzrostem prawie mi dorównujący. Miał czarne włosy ułożone w grzywkę opadającą na czoło.
- Nazywam się Izuki Nakari. Przeniosłem się z liceum Takamari. Liczę na dobrą współpracę.- powiedział nowy kłaniając się płytko.
Wszystkie dziewczyny z klasy były w niego wpatrzone jak w obrazek. Nawet ja musiałem przyznać, że chłop jest przystojny. Chłopacy natomiast przekrzykiwali się, że ustąpią mu miejsca. Wydawało mi się, że skądś go znam. Chłopak przyjrzał się klasie. Jego wzrok zatrzymał się na mnie.
- Shioooooooo- Krzyknął nagle.
Wszyscy spojrzeli ze zdziwieniem. Izuki nie patrząc na nic podszedł i zajął wolne miejsce obok mnie.
- Shio pamiętasz mnie? Przyjaźniliśmy się w podstawówce?- Zapytał.
Dopiero po chwili przypomniałem sobie skąd go kojarzę. Był jedyną osobą w podstawówce, która nie wytykała mnie palcami. Lecz w 6klasie przeniósł się z rodzicami do innej dzielnicy i kontakt się urwał.
- Powspominacie sobie na przerwie. Shio oprowadzisz Izukiego po szkole. A teraz zaczynamy lekcję.-powiedziała nauczycielka otwierając dziennik.
Lekcja minęła w miarę spokojnie. Tylko chłopacy patrzyli na Izukiego ze zdziwieniem a dziewczyny wgapione w niego robiły maślane oczy. Wstałem gdy zadzwonił dzwonek.
- Chodź Izu. Oprowadzę Cię po szkole.- powiedziałem.
Izuki wstał i wyszedł ze mną z sali.
- Widzę, że dalej za tobą nie przepadają. W podstawówce było tak samo co nie? Dalej grasz w kosza? A z resztą. Oprowadź mnie po szkole. Pogadamy po lekcjach.- Powiedział.
Poza tym, że ma grzywkę to nic się nie zmienił. Zawsze prawie dorównywał mi wzrostem. A tak poza to był moim przeciwieństwem. Był towarzyski, ludzie go lubili i nie wytykali palcami.
- Po lekcjach mam trening. Dalej gram w kosza. I dalej jako rzucający obrońca. Tylko, że teraz bardziej jako obrońca. I masz racje. Dalej za mną nie przepadają. Izu dam Ci radę. Jeśli nie chcesz stracić szkolnego życia lepiej się ze mną nie zadawaj.- Ostrzegłem go.
- No co ty Shio. Jak byliśmy mali zawsze trzymałem się z Tobą. Też dołączę do drużyny. Tym razem jako center. Dalej nazywasz mnie Izu. Jak mi tego brakło. W Takamari było nudno. Koszykarze słabi, dziewczyny brzydkie i drażniło mnie to, że nie ma Ciebie.
- Nie przesadzaj Izu. Aha i ostrzegam, że w tej szkole nazywają mnie potworem.
- Shio i ja się im nie dziwie. Jesteś kolesiem typu dwa na dwa, masz kolorowe oczy, długie białe włosy a z tego co słyszałem to teraz jeszcze kolczyki. To nie jest codzienne.
Na to już nie odpowiedziałem. Oprowadziłem Izukiego po szkole i wróciliśmy pod klasę idealnie na dzwonek. Przez całą przerwę zdziwiło mnie, że nigdzie nie widziałem Shiny. Jeśli jest chora wpadnę do niej po lekcjach.
Gdy był koniec lekcji wyszedłem z Izukim szybko z klasy by zdążyć na trening. Ciekaw jestem jak gra w kosza.
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Dwukolorowy narcyz. # 14.
Położyłem się na łóżku. Po chwili jednak wstałem. Była dopiero dwunasta. Siostry wrócą koło 15-16 więc z obiadem mogę się jeszcze wstrzymać, dom już posprzątałem. Zatrzymałem muzykę, z stosu wyciągnąłem The Ghost Inside " Dear Youth" i zszedłem do salonu. W salonie przykucnąłem przy ogromnej wieży i wrzuciłem w nią płytę. Głośność ustawiłem tak bym w każdym kącie domu mógł słyszeć muzykę. Wszedłem do kuchni by pomyć naczynia. Po 10 min już wycierałem ręce. Poszedłem do pokoju po piłkę do kosza, wróciłem i otworzyłem drzwi wychodzące z salonu na ogród gdzie stał kosz. Nawet stojąc w ogrodzie słyszałem muzykę. Dla moich sióstr kosz był prawie na wysokości nieba. Dla mnie przy pierwszym lepszym wyskoku robiłem wsady. Lecz zamiast wsadów postanowiłem sobie porzucać trochę. Zatrzymałem się na chwile by posłuchać ostatniego kawałka z płyty gdy muzyka nagle się zatrzymała. Spojrzałem przez okno do salonu. Od sprzętu właśnie wstawała Arii.
- A ty co tak szybko w domu? Myślałem, że skoro nowa praca to nie będziesz szybciej wychodzić.- powiedziałem.
- Trzy rzeczy. Po pierwsze wszyscy szli szybciej bo jakiś dostawca miał wypadek i sprzęt będzie jutro, po drugie kiedyś mówiłeś, że chcesz przekłuć uszy ale nie wiedziałam, że zrobisz to teraz i od razu trzy dziurki, a po trzecie tatuaż? Serio? Mama miała co prawda dużo tatuaży ale, że ty sobie zrobisz tego się nie spodziewałam.- Powiedziała Arii totalnie spokojnie.
Spodziewałem się, że zrobi mi burdę o kolczyki i tatuaż a tu nic.
- Nie przeszkadza Ci to?
- Nie, ani trochę. Tylko w szkole nie związuj włosów by kolczyków nie było widać i noś długie rękawy bo możesz mieć problemy.
- Dzięki za rady. Dobra jak jesteś przygotuję jakiś drobny posiłek. Ale najpierw pójdę się przebrać.
Wskoczyłem do pokoju, ubrałem bezrękawnik zespołu No Turning Back i poszedłem do kuchni. Z braku pomysłu wyciągnąłem pudełko lodów, paczkę rurek z kremem i truskawki, które akurat były w lodówce. Przygotowałem drobny deser i postawiłem go na stole. Zrobiłem jeden dla Karii i wstawiłem go do lodówki. Taki nijaki mi się wydawał. Wyciągnąłem tabliczkę czekolady i rozpuściłem ją w garneczku na płynną polewę. Polałem nią każdy z trzech deserów a pozostałą resztkę zostawiłem na piecu z postanowieniem, że na obiad będą naleśniki z czekoladą.
Usiadłem przy stole gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć. W drzwiach stała przewodnicząca klasy. Z niewiadomych mi przyczyn jej osoba mnie rozdrażniła.
- Czego chcesz?
- Przyniosłam Ci koszyk od klasy. Miał ze mną przyjść Tanaki ale po tym jak go uderzyłeś postanowił Cię olać. Aha i jeszcze notatki.
Zrobiło mi się nagle odrobinę głupio. Zauważyłem, że Touka przygląda się mojej ręce.
- Nauczyciele nie będą zadowoleni widząc to co masz na ręce.
- Wiszą mi oni. Za koszyk dziękuje, za notatki zresztą też. Aha przeproś ode mnie Tanakiego. Albo zresztą. Za tydzień będę w szkole więc sam go przeproszę.
- No okey. Po zeszyty przyjdę jutro. Wychowawczyni kazała mi nosić Ci codziennie notatki.
Po tym odwróciła się poszła. W furtce mineła się z Shiną.
- Co tu robisz?- Zapytałem Shinę.
- Przyszłam Cię odwiedzić.- Odpowiedziała mi po krótce.
Ehh co im się dziś na odwiedziny zebrało.
- A ty co tak szybko w domu? Myślałem, że skoro nowa praca to nie będziesz szybciej wychodzić.- powiedziałem.
- Trzy rzeczy. Po pierwsze wszyscy szli szybciej bo jakiś dostawca miał wypadek i sprzęt będzie jutro, po drugie kiedyś mówiłeś, że chcesz przekłuć uszy ale nie wiedziałam, że zrobisz to teraz i od razu trzy dziurki, a po trzecie tatuaż? Serio? Mama miała co prawda dużo tatuaży ale, że ty sobie zrobisz tego się nie spodziewałam.- Powiedziała Arii totalnie spokojnie.
Spodziewałem się, że zrobi mi burdę o kolczyki i tatuaż a tu nic.
- Nie przeszkadza Ci to?
- Nie, ani trochę. Tylko w szkole nie związuj włosów by kolczyków nie było widać i noś długie rękawy bo możesz mieć problemy.
- Dzięki za rady. Dobra jak jesteś przygotuję jakiś drobny posiłek. Ale najpierw pójdę się przebrać.
Wskoczyłem do pokoju, ubrałem bezrękawnik zespołu No Turning Back i poszedłem do kuchni. Z braku pomysłu wyciągnąłem pudełko lodów, paczkę rurek z kremem i truskawki, które akurat były w lodówce. Przygotowałem drobny deser i postawiłem go na stole. Zrobiłem jeden dla Karii i wstawiłem go do lodówki. Taki nijaki mi się wydawał. Wyciągnąłem tabliczkę czekolady i rozpuściłem ją w garneczku na płynną polewę. Polałem nią każdy z trzech deserów a pozostałą resztkę zostawiłem na piecu z postanowieniem, że na obiad będą naleśniki z czekoladą.
Usiadłem przy stole gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć. W drzwiach stała przewodnicząca klasy. Z niewiadomych mi przyczyn jej osoba mnie rozdrażniła.
- Czego chcesz?
- Przyniosłam Ci koszyk od klasy. Miał ze mną przyjść Tanaki ale po tym jak go uderzyłeś postanowił Cię olać. Aha i jeszcze notatki.
Zrobiło mi się nagle odrobinę głupio. Zauważyłem, że Touka przygląda się mojej ręce.
- Nauczyciele nie będą zadowoleni widząc to co masz na ręce.
- Wiszą mi oni. Za koszyk dziękuje, za notatki zresztą też. Aha przeproś ode mnie Tanakiego. Albo zresztą. Za tydzień będę w szkole więc sam go przeproszę.
- No okey. Po zeszyty przyjdę jutro. Wychowawczyni kazała mi nosić Ci codziennie notatki.
Po tym odwróciła się poszła. W furtce mineła się z Shiną.
- Co tu robisz?- Zapytałem Shinę.
- Przyszłam Cię odwiedzić.- Odpowiedziała mi po krótce.
Ehh co im się dziś na odwiedziny zebrało.
wtorek, 9 czerwca 2015
Dwukolorowy narcyz #13.
Obudziłem się i spojrzałem na zegarek. Do szkoły nie szedłem więc mogłem pospać lecz wstałem. Ubrałem się i poszedłem do kuchni by klasycznie zrobić siostrom śniadanie. Zasnąłem wczoraj i nie pamiętam kiedy Shina poszła ale najwyraźniej spodobał jej się mój podkoszulek bo go nie znalazłem. Spojrzałem jeszcze raz na zegarek. Za 10 min wstaną dziewczyny. Zrobiłem im śniadanie i zostawiłem na stole po czym wróciłem do swojego pokoju. Ściągnąłem bluzę, którą miałem na sobie i położyłem się na łóżku. Po chwili usłyszałem jak trzaskają drzwi od łazienki co oznaczało, że któraś wstała. Podniosłem się z łóżka i znowu zszedłem do kuchni. Siedziała tam już Arii jedząc śniadanie. Rzuciłem krótkie " dzień dobry" i zabrałem się za parzenie sobie kawy.
- Co będziesz dziś robił?- Zapytała Arii.
- Sam nie wiem. Może zrobię sobie spacer, pośpię troche, zrobię obiad, poczytam, posprzątam i coś jeszcze wymyślę by nie umrzeć z nudów.- Odpowiedziałem.
- Tylko nie przesadzaj. Lekarz kazał Ci byś odpoczywał i się nie przemęczał.
- Wiem o tym. Nie martw się.
W tym momencie do kuchni weszła Karii rzucając ospałe "bry..". Usiadła do stoły i zaczęła jeść. Arii wstała i poszła do łazienki. Ja zalałem sobie kawę po czym poszedłem do salonu i otworzyłem drzwi od balkonu na oścież. Delikatnie chłodne powietrze wdarło się do pokoju. Rzuciłem się na kanapę i włączyłem telewizor. Gdy wypiłem kawę, sióstr już nie było. W telewizji nagle pojawiła się reklama salonu zajmującego się pircingiem i tatuażami, który był niedaleko mojego domu. Coś mnie tknęło by przekuć sobie uszy. Poszedłem się ubrać, chwyciłem portfel z oszczędnościami i wyszedłem z domu. Idąc przez puste ulicę zastanawiałem się dlaczego tam idę, lecz się nie cofnąłem. Po chwili spaceru byłem już przed wejściem do salonu. Pchnąłem drzwi i wszedłem. Za kontuarem siedziała dziewczyna z 4 kolczykami w uchu i wytatuowaną gwiazdką pod okiem. Gdy usłyszała dzwonek spojrzała na mnie. Pierwsza reakcja zawsze jest taka sama. Duże oczy.
- Hej, witaj w DualTime. Świetne soczewki.- Powiedziała, miłym głosem.
- Bry. To nie soczewki.- Odpowiedziałem.
Miałem nadzieje, że nie będzie drążyć dalej tematu. I nie drążyła.
- W czym mogę Ci pomóc? Tatuaż? Kolczyk? A może jedno i drugie?- Zapytała.
Przez chwilę stałem myśląc czy nie wrócić do domu. Nagle w głośnikach poleciała piosenka Suicide Silence " You only live once".
- I to i to.- Rzuciłem krótko.
- Tu masz wzory tatuaży. Wybierz sobie miejsce.
Oglądałem katalog gdy natrafiłem na wzór sztyletu z szkieletem w rękojeści a ostrze było owinięte przez dwa białe narcyzy.
- Wybieram ten. Na prawej ręce. I proszę o trzy kolczyki. Wszystkie w lewym uchu.- Powiedziałem.
Dziewczyna zaprowadziła mnie na fotel i kazała zdjąć koszulkę. Nic nie powiedziała widząc bandaż wokół brzucha. Gdy zaczęła tatuować czułem lekkie kłucia. Po jakiś 30 min skończyła i poprosiła bym stanął przed lustrem i wybrał sobie miejsca na kolczyki. Gdy skończyłem wybierać zabrała się za uszy. Po 15 min był koniec.
- Fajnie wyglądasz. Wysoki, masz fajne oczy a teraz tatuaże i kolczyki. Nieźle. - Powiedziała
- Dzięki wielkie. Nie wiem co mnie pchnęło do tego ale dzięki.- odpowiedziałem.
- Ja troche wiem dlaczego to zrobiłeś. Jesteś ogromny, umięśniony, masz długie białe jak mleko włosy i w dodatku kolorowe oczy. Chciałeś jeszcze bardziej się odróżniać. Dla mnie bomba. A tak w ogóle nazywam się Rukia.
- Shio.
- Wpadaj czasem jak nie będziesz w szkole.
- Skąd wiesz, że chodze do szkoły?
- Gdy płaciłeś zauważyłam legitymację. Spoko nie będę Ci robiła problemów z powodu niepełnoletniości, ani dlaczego nie ma Cię w szkole.
Pomyślałem, że jest spostrzegawcza i to bardzo. Ubrałem na siebie koszulkę, powiedziałem, że może wpadne jutro, pożegnałem się i wyszedłem. Ciekawi mnie co powiedzą w szkole i co powiedzą siostrzyczki. Po chwili byłem już w domu. Stanąłem przed lustrem. Skóra wokół tatuażu była lekko czerwona ale nie czułem żadnego bólu a z uchem było tak samo. Teraz serio troche wyglądam jak potwór. Lecz to mój wybór.
sobota, 6 czerwca 2015
Dwukolorowy narcyz. #12.
Wchodząc do pokoju automatycznie podszedłem do półki z płytami. Miałem ochotę na coś brutalnego. Carnifex czy First Blood? Wybrałem to pierwsze. Puściłem utwór " Die without hope" i zacząłem szukać rzeczy do ubrania. Ubrałem czarne spodnie i tego samego podkoszulek. Zastopowałem piosenkę w połowie i wyszedłem z pokoju. Gdy wszedłem do kuchni dziewczyny siedziały przy stole. Podszedłem do czajnika i wlałem do niego wody by zaparzyć dla nich herbatę bo sam miałem ochotę na kawę.
- Tak w ogóle to długo byłem w szpitalu?- Zapytałem odwracając się w ich stronę.
- 3 dni.- Odpowiedziała mi Kari.
Trochę mnie jej odpowiedź zaskoczyła. Czyli jednak trochę musiało mnie pocharatać. Zalałem wodą trzy herbaty i moją kawę i postawiłem na stole.
- 3 dni spałeś i majaczyłeś we śnie. Coś o jakichś potworach.- Powiedziała nagle Arii.
- Serio? Nie pamiętam by coś mi się śniło.- Skłamałem.
Tak naprawdę śniło mi się coś tak dziwnego, że głowa mała. We śnie spotkałem samego siebie, który namawiał mnie do zmiany. " Skoro nazywają Cię potworem i czują strach przed Tobą bez najmniejszego powodu daj im te powody. Nie patrz biernie na to jak przez całe życie ludzie za twoimi plecami nazywają Cię potworem i bezsensownie Tobą gardzą." Mówił ja do mnie. To było bardzo dziwne, lecz postanowiłem, że się zmienię. Moje " JA", które rozmawiało ze mną we śnie miało racje. Nie mogę przyglądać się wszystkiemu jak osioł.
- Ehh ale na szczęście jestem już w domu. Działo się coś ciekawego?- Zapytałem.
- Przyszedł przewodniczący, któremu przed chwilą wylutowałeś w twarz i pytał dlaczego nie ma Cię w szkole i kiedy wrócisz. A tak poza tym to nic specjalnego. Aha jeszcze jedno. Dzwoniła babcia.- Odpowiedziała Karii wypowiadając słowo "babcia" z odrazą.
- Czego chciała? Pewnie wiedziała, co się stało. Ten stary babsztyl ma wtyki wszędzie i o wszystkim wie.
- Pytała się co się stało. Masz racje. Wiedziała o tym, że Cię postrzelono.
- Niech lepiej dalej ma nas w dupie i się nie wpierdala.
Po tych słowach zapadła cisza. Nagle przypomniało mi się, że koło mnie siedzi Shina, dla której ta sytuacja może wyglądać dziwnie.
- Dlaczego tak mówicie o swojej babci?- Zapytała Shina.
- Ponieważ od śmierci rodziców a nawet przed czepiała się o wszystko. Matki się czepiała za to, że wyszła za takiego dziwaka jak to nazywała ojca. Ogólnie jesteśmy odcięci od rodziny. Jedynie siostra ojca czasem się do nas odezwie. Jest to jedyna rodzina, która nas nie olała po śmierci rodziców.- Odpowiedziałem jej wpatrując się w swój kubek.
Po tym też zapadła cisza. Dopiłem kawę i odłożyłem kubek do zlewu.
- Idę do pokoju walnąć się na chwilę- Powiedziałem i poszedłem w stronę schodów.
Chcąc zamknąć drzwi poczułem, że ktoś nie chce bym je zamknął. Była to Shina. Weszła za mną do pokoju i zamknęła drzwi. Położyłem się na łóżku a ona jak zawsze usiadła na skraju i zaczęła bawić się włosami.
Zamknąłem oczy gdy nagle poczułem, że Shina usiadła na moich biodrach trzymając nogi po obu stronach.
- Nie wiem co robisz ale zejdź ze mnie. Niby w szpitalu się należałem ale wole w swoim łóżku.
- Powiedziałem.
- Chciałabym Ci jakoś podziękować.- Powiedziała i zaczęła ściągać bluzkę.
- Nie wiem co byś chciał w ramach podziękowania a jesteś facetem więc..- Dodała już prawie rozpinając stanik.
Byłem od niej szybszy. Ściągnąłem swój podkoszulek i w momencie jak ona odrzucała stanik ja wcisnąłem na nią mój podkoszulek. Zdziwiona spojrzała na mnie. Podniosłem się na łokciach i spojrzałem na nią.
- Jesteś głupia? W ten sposób chcesz mi podziękować? Chcąc się ze mną przespać? - Pytałem starając się nie krzyczeć z nerwów.
Nagle zrobiła się czerwona i opuściła wzrok.
- Przepraszam. Zrobiłeś dla mnie więcej niż ktokolwiek inny. Przepraszam.- Gdy skończyła to mówić zaczęła płakać.
Przytuliłem ją do siebie. Każdy inny by to wykorzystał. Ja nie mogłem. Choć nie powiem, zrobiło mi się gorąco.
- Nie przepraszaj. Nie chce nic od Ciebie za to co zrobiłem. Spokojnie nie płacz. Nie jestem zły, nie będę na Ciebie krzyczeć ani nic Ci nie zrobię. - Powiedziałem.
Nagle doszło do mnie jak bardzo zaczęły mnie plecy boleć od tej pozycji. Dalej siedziała mi przecież na biodrach. Przestałem się utrzymywać w tej pozycji i powaliłem na poduszkę. Zapomniałem, że przecież ją obejmuje. W ten sposób ona wylądowała na mnie.
- Jeśli chcesz naprawdę mi podziękować to wystarczy, że tak chwile poleżysz. I tyle. A za chwile grzecznie wstaniesz i się ubierzesz.- Powiedziałem zamykając oczy.
Czułem jej oddech na nagim torsie. Ehhh czuje, że od teraz moje życie trochę się zmieni.
- Tak w ogóle to długo byłem w szpitalu?- Zapytałem odwracając się w ich stronę.
- 3 dni.- Odpowiedziała mi Kari.
Trochę mnie jej odpowiedź zaskoczyła. Czyli jednak trochę musiało mnie pocharatać. Zalałem wodą trzy herbaty i moją kawę i postawiłem na stole.
- 3 dni spałeś i majaczyłeś we śnie. Coś o jakichś potworach.- Powiedziała nagle Arii.
- Serio? Nie pamiętam by coś mi się śniło.- Skłamałem.
Tak naprawdę śniło mi się coś tak dziwnego, że głowa mała. We śnie spotkałem samego siebie, który namawiał mnie do zmiany. " Skoro nazywają Cię potworem i czują strach przed Tobą bez najmniejszego powodu daj im te powody. Nie patrz biernie na to jak przez całe życie ludzie za twoimi plecami nazywają Cię potworem i bezsensownie Tobą gardzą." Mówił ja do mnie. To było bardzo dziwne, lecz postanowiłem, że się zmienię. Moje " JA", które rozmawiało ze mną we śnie miało racje. Nie mogę przyglądać się wszystkiemu jak osioł.
- Ehh ale na szczęście jestem już w domu. Działo się coś ciekawego?- Zapytałem.
- Przyszedł przewodniczący, któremu przed chwilą wylutowałeś w twarz i pytał dlaczego nie ma Cię w szkole i kiedy wrócisz. A tak poza tym to nic specjalnego. Aha jeszcze jedno. Dzwoniła babcia.- Odpowiedziała Karii wypowiadając słowo "babcia" z odrazą.
- Czego chciała? Pewnie wiedziała, co się stało. Ten stary babsztyl ma wtyki wszędzie i o wszystkim wie.
- Pytała się co się stało. Masz racje. Wiedziała o tym, że Cię postrzelono.
- Niech lepiej dalej ma nas w dupie i się nie wpierdala.
Po tych słowach zapadła cisza. Nagle przypomniało mi się, że koło mnie siedzi Shina, dla której ta sytuacja może wyglądać dziwnie.
- Dlaczego tak mówicie o swojej babci?- Zapytała Shina.
- Ponieważ od śmierci rodziców a nawet przed czepiała się o wszystko. Matki się czepiała za to, że wyszła za takiego dziwaka jak to nazywała ojca. Ogólnie jesteśmy odcięci od rodziny. Jedynie siostra ojca czasem się do nas odezwie. Jest to jedyna rodzina, która nas nie olała po śmierci rodziców.- Odpowiedziałem jej wpatrując się w swój kubek.
Po tym też zapadła cisza. Dopiłem kawę i odłożyłem kubek do zlewu.
- Idę do pokoju walnąć się na chwilę- Powiedziałem i poszedłem w stronę schodów.
Chcąc zamknąć drzwi poczułem, że ktoś nie chce bym je zamknął. Była to Shina. Weszła za mną do pokoju i zamknęła drzwi. Położyłem się na łóżku a ona jak zawsze usiadła na skraju i zaczęła bawić się włosami.
Zamknąłem oczy gdy nagle poczułem, że Shina usiadła na moich biodrach trzymając nogi po obu stronach.
- Nie wiem co robisz ale zejdź ze mnie. Niby w szpitalu się należałem ale wole w swoim łóżku.
- Powiedziałem.
- Chciałabym Ci jakoś podziękować.- Powiedziała i zaczęła ściągać bluzkę.
- Nie wiem co byś chciał w ramach podziękowania a jesteś facetem więc..- Dodała już prawie rozpinając stanik.
Byłem od niej szybszy. Ściągnąłem swój podkoszulek i w momencie jak ona odrzucała stanik ja wcisnąłem na nią mój podkoszulek. Zdziwiona spojrzała na mnie. Podniosłem się na łokciach i spojrzałem na nią.
- Jesteś głupia? W ten sposób chcesz mi podziękować? Chcąc się ze mną przespać? - Pytałem starając się nie krzyczeć z nerwów.
Nagle zrobiła się czerwona i opuściła wzrok.
- Przepraszam. Zrobiłeś dla mnie więcej niż ktokolwiek inny. Przepraszam.- Gdy skończyła to mówić zaczęła płakać.
Przytuliłem ją do siebie. Każdy inny by to wykorzystał. Ja nie mogłem. Choć nie powiem, zrobiło mi się gorąco.
- Nie przepraszaj. Nie chce nic od Ciebie za to co zrobiłem. Spokojnie nie płacz. Nie jestem zły, nie będę na Ciebie krzyczeć ani nic Ci nie zrobię. - Powiedziałem.
Nagle doszło do mnie jak bardzo zaczęły mnie plecy boleć od tej pozycji. Dalej siedziała mi przecież na biodrach. Przestałem się utrzymywać w tej pozycji i powaliłem na poduszkę. Zapomniałem, że przecież ją obejmuje. W ten sposób ona wylądowała na mnie.
- Jeśli chcesz naprawdę mi podziękować to wystarczy, że tak chwile poleżysz. I tyle. A za chwile grzecznie wstaniesz i się ubierzesz.- Powiedziałem zamykając oczy.
Czułem jej oddech na nagim torsie. Ehhh czuje, że od teraz moje życie trochę się zmieni.
czwartek, 4 czerwca 2015
Dwukolorowy narcyz. #11.
Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem biały sufit. Rozejrzałem się. Leżałem na łóżku szpitalny, w pustej sali i z opatrunkiem na torsie. Przetworzyłem w myślach co się wydarzyło. Bójka z bratem Shiny, strzał i ból. Ale żyje więc chyba źle nie jest. Nagle otworzyły się drzwi. Do pokoju wszedł lekarz w długim fartuchu.
- Jak się czujemy?- Zapytał.
- Bywało lepiej. - Odpowiedziałem krótko.
- Coś Cię boli? To cud, że twój organizm i ciało wytrzymało strzał z takiej odległości. Na szczęście wszystkie ważniejsze organy są całe. O mały włos i miał w płucach dziurę na wylot. Masz szczęście chłopie.
- Najwyraźniej. Mogę wstać i pójść do toalety?
- Tak. Tylko ostrożnie. Wychodzisz z pokoju i po lewej jest toaleta. Pomogę Ci wstać.
Podniosłem się na łokciach a lekarz pomógł mi wstać z łóżka. Zrobiłem kilka drobnych kroków. W głowie mi się nie kręciło. Bólu nie było. Wyszedłem na korytarz i nagle poczułem, że ktoś mnie obejmuje. Były to dwie osoby, a dokładnie moje siostry.
- Shiooo. Miałeś wyjść na chwile i wrócić a nie wylądować w szpitalu. Proszę nie rób tego więcej.- Mówiła szybko Arii z łzami w oczach.
- Braciszku.- Powiedziała Kari wtulając się we mnie jeszcze bardziej.
Ehh. Dwie dorosłe kobiety a zachowują się jak dzieci. Położyłem ręce na ich głowach i zacząłem głaskać.
- Przepraszam. Ale nic mi nie jest. To jest najważniejsze. A teraz pozwólcie mi pójść do toalety. - Powiedziałem i wyswobodziłem się z ich uścisku.
Wchodząc do kabiny zacząłem się zastanawiać co z Shiną. Gdy skończyłem załatwiać swoją potrzebę i stanąłem przy zlewie by umyć ręce spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Cerę miałem tak bladą, że prawie przyjęła kolor moich włosów. Wychodząc z łazienki zauważyłem, że moje siostry rozmawiaj z lekarzem trzymając moje ubrania. Rozejrzałem się po korytarzu, gdy nagle znowu ktoś mnie objął.
- Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. To wszystko moja wina. Przepraszam.- Usłyszałem delikatnie zachrypnięty głos Shiny.
Spojrzałem na nią. Z niewiadomych mi przyczyn jej kolor włosów mnie uspokajał.
- Jak tam z Twoim bratem?- zapytałem.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Miała łzy w oczach tak samo jak moje siostry. Lecz poza tym miała wory pod oczami jakby tydzień nie spała. Uśmiechnąłem się do niej.
- Wylądował w więzieniu za postrzelenie i znęcanie się nade mną.- Odpowiedziała.
Gdy to powiedziała moje siostry podeszły do nas.
- Możesz wrócić do domu. Masz teraz przez jakiś czas wolne od szkoły i siedzisz w domu i się kurujesz. Masz zakaz przemęczania się. Idziemy do samochodu. Przebierzesz się w domu.- Powiedziała Kari i razem z Arii wzięły mnie pod ręce i skierowały w stronę schodów.
- Shina jedziesz z nami.- Powiedziała nagle Arii.
Shina skinęła posłusznie głową i ruszyła za nami.
Siedząc w samochodzie myślałem o tym co zrobię z wolnym czasem. W kosza grać nie mogę, więc chyba zostanie mi słuchanie godzinami muzykami i przygotowywanie dziewczynom jedzenia.
- Shio po tym co się stało w szkole już chyba nie będą Cię nazywać potworem lecz bohaterem.- Powiedziała nagle Shina.
Po usłyszeniu słowa "potwór" w moim mózgu chyba coś się zmieniło. Spojrzałem na moje siostry i Shinę. Nagle poczułem, że są to jedyne osoby na świecie, które mają prawo być przy mnie a moim obowiązkiem jest być przy nich i je chronić.
Na słowa Shiny nie odpowiedziałem. Gdy podjechaliśmy pod dom zauważyłem, że przy bramie stoi przewodniczący i przewodnicząca mojej klasy. Spojrzałem na nich z totalną niechęcią. Jak już wysiadłem z samochodu przewodniczący podszedł do mnie.
- Shiooo kolego zawsze uważałem, że jesteś spoko zioo..- Nie skończył wypowiedzi ponieważ wylądował na trawie po moim uderzeniu.
- Wypierdalaj stąd. Nie chce nawet na Ciebie patrzeć.- Powiedziałem z nienawiścią w głosie.
- Shio!! Co ty wyprawiasz? Dlaczego go uderzyłeś. Nic Ci nie zrobił.- Powiedziała z zaskoczeniem Karii.
Przewodniczący wstał, bąknął coś pod nosem, chwycił przewodniczącą za rękę i odszedł. Obejrzałem się po twarzach moich towarzyszek. Każda była zszokowana tym co zrobiłem.
- Nie chcę od nich słyszeć żadnych słów. Przez całe liceum mnie unikają, robią cokolwiek by utrudnić mi życie a nagle pierdolą jakieś głupoty. Podłe dwulicowe szmaty.- Powiedziałem otwierając drzwi od domu.
- Idźcie do kuchni. Zabierzcie Shinę ze sobą. Ja pójdę się przebrać i zaraz wrócę by zrobić herbatę.- Dodałem ściągając buty.
- Jak się czujemy?- Zapytał.
- Bywało lepiej. - Odpowiedziałem krótko.
- Coś Cię boli? To cud, że twój organizm i ciało wytrzymało strzał z takiej odległości. Na szczęście wszystkie ważniejsze organy są całe. O mały włos i miał w płucach dziurę na wylot. Masz szczęście chłopie.
- Najwyraźniej. Mogę wstać i pójść do toalety?
- Tak. Tylko ostrożnie. Wychodzisz z pokoju i po lewej jest toaleta. Pomogę Ci wstać.
Podniosłem się na łokciach a lekarz pomógł mi wstać z łóżka. Zrobiłem kilka drobnych kroków. W głowie mi się nie kręciło. Bólu nie było. Wyszedłem na korytarz i nagle poczułem, że ktoś mnie obejmuje. Były to dwie osoby, a dokładnie moje siostry.
- Shiooo. Miałeś wyjść na chwile i wrócić a nie wylądować w szpitalu. Proszę nie rób tego więcej.- Mówiła szybko Arii z łzami w oczach.
- Braciszku.- Powiedziała Kari wtulając się we mnie jeszcze bardziej.
Ehh. Dwie dorosłe kobiety a zachowują się jak dzieci. Położyłem ręce na ich głowach i zacząłem głaskać.
- Przepraszam. Ale nic mi nie jest. To jest najważniejsze. A teraz pozwólcie mi pójść do toalety. - Powiedziałem i wyswobodziłem się z ich uścisku.
Wchodząc do kabiny zacząłem się zastanawiać co z Shiną. Gdy skończyłem załatwiać swoją potrzebę i stanąłem przy zlewie by umyć ręce spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Cerę miałem tak bladą, że prawie przyjęła kolor moich włosów. Wychodząc z łazienki zauważyłem, że moje siostry rozmawiaj z lekarzem trzymając moje ubrania. Rozejrzałem się po korytarzu, gdy nagle znowu ktoś mnie objął.
- Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. To wszystko moja wina. Przepraszam.- Usłyszałem delikatnie zachrypnięty głos Shiny.
Spojrzałem na nią. Z niewiadomych mi przyczyn jej kolor włosów mnie uspokajał.
- Jak tam z Twoim bratem?- zapytałem.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Miała łzy w oczach tak samo jak moje siostry. Lecz poza tym miała wory pod oczami jakby tydzień nie spała. Uśmiechnąłem się do niej.
- Wylądował w więzieniu za postrzelenie i znęcanie się nade mną.- Odpowiedziała.
Gdy to powiedziała moje siostry podeszły do nas.
- Możesz wrócić do domu. Masz teraz przez jakiś czas wolne od szkoły i siedzisz w domu i się kurujesz. Masz zakaz przemęczania się. Idziemy do samochodu. Przebierzesz się w domu.- Powiedziała Kari i razem z Arii wzięły mnie pod ręce i skierowały w stronę schodów.
- Shina jedziesz z nami.- Powiedziała nagle Arii.
Shina skinęła posłusznie głową i ruszyła za nami.
Siedząc w samochodzie myślałem o tym co zrobię z wolnym czasem. W kosza grać nie mogę, więc chyba zostanie mi słuchanie godzinami muzykami i przygotowywanie dziewczynom jedzenia.
- Shio po tym co się stało w szkole już chyba nie będą Cię nazywać potworem lecz bohaterem.- Powiedziała nagle Shina.
Po usłyszeniu słowa "potwór" w moim mózgu chyba coś się zmieniło. Spojrzałem na moje siostry i Shinę. Nagle poczułem, że są to jedyne osoby na świecie, które mają prawo być przy mnie a moim obowiązkiem jest być przy nich i je chronić.
Na słowa Shiny nie odpowiedziałem. Gdy podjechaliśmy pod dom zauważyłem, że przy bramie stoi przewodniczący i przewodnicząca mojej klasy. Spojrzałem na nich z totalną niechęcią. Jak już wysiadłem z samochodu przewodniczący podszedł do mnie.
- Shiooo kolego zawsze uważałem, że jesteś spoko zioo..- Nie skończył wypowiedzi ponieważ wylądował na trawie po moim uderzeniu.
- Wypierdalaj stąd. Nie chce nawet na Ciebie patrzeć.- Powiedziałem z nienawiścią w głosie.
- Shio!! Co ty wyprawiasz? Dlaczego go uderzyłeś. Nic Ci nie zrobił.- Powiedziała z zaskoczeniem Karii.
Przewodniczący wstał, bąknął coś pod nosem, chwycił przewodniczącą za rękę i odszedł. Obejrzałem się po twarzach moich towarzyszek. Każda była zszokowana tym co zrobiłem.
- Nie chcę od nich słyszeć żadnych słów. Przez całe liceum mnie unikają, robią cokolwiek by utrudnić mi życie a nagle pierdolą jakieś głupoty. Podłe dwulicowe szmaty.- Powiedziałem otwierając drzwi od domu.
- Idźcie do kuchni. Zabierzcie Shinę ze sobą. Ja pójdę się przebrać i zaraz wrócę by zrobić herbatę.- Dodałem ściągając buty.
niedziela, 31 maja 2015
Dwukolorowy narcyz. #10.
Shina otworzyła drzwi od mieszkania i z delikatnym wyrazem niechęci weszła do domu. Poszedłem w jej ślady. Rzuciłem na szybko okiem po mieszkaniu. Niebieskie ściany a na nich obrazy kwiatów. Zapach róż był tu bardzo mocny.
- Wróciłam- powiedziała cicho Shina.
- Dzień dobry.- Rzuciłem podnosząc troszku głos.
Usłyszałem dźwięk jakby ktoś uderzył w ścianę. Shina na ten dźwięk skuliła się trochę. Wprowadziła mnie do salonu gdy w drzwiach pojawił się jakiś chłopak. Na oko 21 może 23 lata.
- Gdzieś ty się włóczyła do chuja. Wiesz, że matka szła na nockę i ktoś musi jakiś obiad zrobić. Ja pierdole. Spójrz czasem w jej zasrany grafik.- Powiedział otwierając powoli oczy.
Jego zdziwione spojrzenie gdy mnie zauważył sprawiło, że chciało mi się śmiać.
- Kto to? Opieka? Ktoś z policji?- powiedział lekko przestraszony.
- To mój przyjaciel Shio. Przyszedł mi pomóc.- Powiedziała Shina z naciskiem na przyjaciel.
- Niech stąd spierdala a ty do kuchni.
- Nie pójdę. Nic już dla Ciebie nie zrobię.
- Coś ty powiedziała mała szloro?
Podszedł do niej i zamachnął się ręką. Był ode mnie o głowę niższy. Złapałem jego rękę. Na nieszczęście zdążył się zamachnąć drugą i uderzyć Shinę w twarz. Normalnie wkurzyło by mnie to tak, że głowa mała. Teraz było inaczej. Ja czułem jak nienawiść do tego człowie.. zwierzęcia paruje z mojego ciała. Trzymając jedną ręką jego rękę, drugą wziąłem zamach i uderzyłem go w twarz. Zanim zdążył upaść pod uderzeniem już byłem znowu przy nim. Chwyciłem go za koszulkę i postawiłem do pionu. Robiąc wypad kolanem zadałem cios idealnie pod żebra. Upadł i z trudem chwytał powietrze. Nie dałem mu odpoczynku. Ponownie go postawiłem i uderzyłem tym razem pięściami. Zadawałem cios za ciosem będąc w szale. Nagle poczułem szarpnięcie za koszulkę. Puściłem go i odwróciłem się. Ukazała mi się twarz Shiny z zaczerwienionym policzkiem i łzami w oczach. To sprawiło, że jeszcze bardziej się wściekłem. Odwróciłem się od niej i kopnąłem jej brata w brzuch. Tym razem szarpnięcie za koszulkę było mocniejsze. Odwróciłem się ponownie i nagle poczułem, że Shina mnie przytula. Nie. Ona bardziej próbowała mnie powstrzymać. To musiało śmiesznie wyglądać. Czubkiem głowy sięgała mi do lini sutków. To tak jakby pies próbował zatrzymać czołg.
- Przestań. Proszę. Zadzwonię po policje i niech go zabiorą.- Powiedziała Shina wciskając głowę w mój brzuch.
Nagle się uspokoiłem. Totalnie. Położyłem rękę na jej głowie i zacząłem ją głaskać. Po chwili mnie puściła i zadzwoniła po policje. Gdy skończyła rozmawiać usłyszałem ciche " Ty chuju". Nim zdążyłem się obrócić usłyszałem dźwięk wystrzału pistoletu, poczułem nagły niewyobrażalny ból a moje oczy zalała ciemność.
- Wróciłam- powiedziała cicho Shina.
- Dzień dobry.- Rzuciłem podnosząc troszku głos.
Usłyszałem dźwięk jakby ktoś uderzył w ścianę. Shina na ten dźwięk skuliła się trochę. Wprowadziła mnie do salonu gdy w drzwiach pojawił się jakiś chłopak. Na oko 21 może 23 lata.
- Gdzieś ty się włóczyła do chuja. Wiesz, że matka szła na nockę i ktoś musi jakiś obiad zrobić. Ja pierdole. Spójrz czasem w jej zasrany grafik.- Powiedział otwierając powoli oczy.
Jego zdziwione spojrzenie gdy mnie zauważył sprawiło, że chciało mi się śmiać.
- Kto to? Opieka? Ktoś z policji?- powiedział lekko przestraszony.
- To mój przyjaciel Shio. Przyszedł mi pomóc.- Powiedziała Shina z naciskiem na przyjaciel.
- Niech stąd spierdala a ty do kuchni.
- Nie pójdę. Nic już dla Ciebie nie zrobię.
- Coś ty powiedziała mała szloro?
Podszedł do niej i zamachnął się ręką. Był ode mnie o głowę niższy. Złapałem jego rękę. Na nieszczęście zdążył się zamachnąć drugą i uderzyć Shinę w twarz. Normalnie wkurzyło by mnie to tak, że głowa mała. Teraz było inaczej. Ja czułem jak nienawiść do tego człowie.. zwierzęcia paruje z mojego ciała. Trzymając jedną ręką jego rękę, drugą wziąłem zamach i uderzyłem go w twarz. Zanim zdążył upaść pod uderzeniem już byłem znowu przy nim. Chwyciłem go za koszulkę i postawiłem do pionu. Robiąc wypad kolanem zadałem cios idealnie pod żebra. Upadł i z trudem chwytał powietrze. Nie dałem mu odpoczynku. Ponownie go postawiłem i uderzyłem tym razem pięściami. Zadawałem cios za ciosem będąc w szale. Nagle poczułem szarpnięcie za koszulkę. Puściłem go i odwróciłem się. Ukazała mi się twarz Shiny z zaczerwienionym policzkiem i łzami w oczach. To sprawiło, że jeszcze bardziej się wściekłem. Odwróciłem się od niej i kopnąłem jej brata w brzuch. Tym razem szarpnięcie za koszulkę było mocniejsze. Odwróciłem się ponownie i nagle poczułem, że Shina mnie przytula. Nie. Ona bardziej próbowała mnie powstrzymać. To musiało śmiesznie wyglądać. Czubkiem głowy sięgała mi do lini sutków. To tak jakby pies próbował zatrzymać czołg.
- Przestań. Proszę. Zadzwonię po policje i niech go zabiorą.- Powiedziała Shina wciskając głowę w mój brzuch.
Nagle się uspokoiłem. Totalnie. Położyłem rękę na jej głowie i zacząłem ją głaskać. Po chwili mnie puściła i zadzwoniła po policje. Gdy skończyła rozmawiać usłyszałem ciche " Ty chuju". Nim zdążyłem się obrócić usłyszałem dźwięk wystrzału pistoletu, poczułem nagły niewyobrażalny ból a moje oczy zalała ciemność.
piątek, 29 maja 2015
Dwukolorowy narcyz. #9.
Po przesłuchaniu 3 razy tej samej płyty zauważyłem, że coś jest nie tak. Ile można odrabiać lekcje.
- Skończyłaś?- Zapytałem wznosząc się na łokciach.
- Już dawno.- Odpowiedziała jakby nigdy nic.
- To czego nic nie mówisz? Wstawaj, pakuj się i lecimy do Ciebie załatwić sprawę z twoim bratem.- Powiedziałem sznurując glany.
Pakowała się powoli i opornie lecz po chwili skończyła. Założyła torbę na ramię i wyszła za mną z pokoju.
- Shiocchin gdzie idziesz?- Usłyszałem pytanie Kari.
- Na chwile wychodzę. Za jakiś czas będę w domu- Opowiedziałem, zamykając za Shiną drzwi od domu.
Wyszliśmy na ulice a ja odruchowo kopnąłem kamień. Zawsze to robię gdy mam ubrane glany.
- Prowadź.- Powiedziałem.
Shina pokiwała głową i zaczęła iść w stronę jednego z domów stojących na drugiej stronie ulicy.
Otworzyła zardzewiała furtkę. Idąc w stronę drzwi rozejrzałem się po zaniedbanym ogrodzie.
Ehh ciekaw jestem jak będę musiał załatwić to z jej bratem. Może dyplomatycznie? A może siłowo? Ehhh pożyjemy zobaczymy.
- Skończyłaś?- Zapytałem wznosząc się na łokciach.
- Już dawno.- Odpowiedziała jakby nigdy nic.
- To czego nic nie mówisz? Wstawaj, pakuj się i lecimy do Ciebie załatwić sprawę z twoim bratem.- Powiedziałem sznurując glany.
Pakowała się powoli i opornie lecz po chwili skończyła. Założyła torbę na ramię i wyszła za mną z pokoju.
- Shiocchin gdzie idziesz?- Usłyszałem pytanie Kari.
- Na chwile wychodzę. Za jakiś czas będę w domu- Opowiedziałem, zamykając za Shiną drzwi od domu.
Wyszliśmy na ulice a ja odruchowo kopnąłem kamień. Zawsze to robię gdy mam ubrane glany.
- Prowadź.- Powiedziałem.
Shina pokiwała głową i zaczęła iść w stronę jednego z domów stojących na drugiej stronie ulicy.
Otworzyła zardzewiała furtkę. Idąc w stronę drzwi rozejrzałem się po zaniedbanym ogrodzie.
Ehh ciekaw jestem jak będę musiał załatwić to z jej bratem. Może dyplomatycznie? A może siłowo? Ehhh pożyjemy zobaczymy.
wtorek, 26 maja 2015
Dwukolorowy narcyz. #8.
Przygotowując obiad zastanawiałem się jak rozwiązać problem Shiny. I zastanawiałem się dlaczego się nad tym zastanawiam. Właściwie nigdy nikomu nie pomagałem bo nikt nie prosił o pomoc przez co wychodziłem z założenia, że nie będę w stanie nikomu pomóc. A tu nagle coś takiego. Ale nie mogę tego tak zostawić. Coś wymyśle.
- Umiesz gotować?- Zapytała nagle Shina.
- Tak. Byłem zmuszony się tego nauczyć ponieważ wracałem ze szkoły a siostry były w pracy.- Odpowiedziałem.
- A co z twoimi rodzicami?
W tym momencie na chwile zatrzymałem się. Nawet z siostrami nie poruszamy tematu rodziców. Od ich wypadku byliśmy się usamodzielnić ponieważ nawet rodzina nie chciała nam pomóc.
- Moi rodzice są daleko, więc sam z siostrami zajmujemy się domem.- Odpowiedziałem.
Usłyszałem krótkie "aha". Wznowiłem przygotowywanie obiadu gdy usłyszałem głos Kari, że wróciła. Krzyknąłem, że za chwile będzie obiad. Po chwili i Kari i Aria weszły do kuchni zajmując swoje miejsce na stole naprzeciw siebie. Gdy się odwróciłem zauważyłem, że Kari przygląda się Shinie, która zajęła moje miejsce.
- Kari, to jest moja znajoma ze szkoły. Zje dziś z nami obiad i trochę ze mną posiedzi. Udzielam jej korepetycji.- Skłamałem kładąc jedzenie na stole.
- Ahhh jak miło. Jestem Kari starsza siostra Shiocchina i siostra bliźniaczka Ari.- Powiedziała Kari z uśmiechem.
Gdy skończyliśmy jeść, odniosłem swój i Shiny talerz do zlewy i powiedziałem, że idziemy się uczyć. Siostry pokiwały głowami i dalej zagłębiły się w rozmowę na temat nowych kwiatów do ogrodu. Zabrałem Shine do pokoju i z przyzwyczajenia zamknąłem drzwi.
- Nie przeszkadza Ci, że drzwi będą zamknięte?- Zapytałem ją.
- Nie specjalnie. Nie boję się Ciebie, więc mi to nie przeszkadza.- Odpowiedziała Shina.
Zaskoczyła mnie trochę jej odpowiedzieć ale nie dałem tego po sobie poznać. Podszedłem do półki z płytami i chwile tam grzebałem. Po chwili znalazłem płytę Breakdown of Sanity i wrzuciłem ją do sprzętu. Odwróciłem się i rzuciłem się na łóżko. Wylądowałem z takim impetem, że Shina siedząca prawie na samym skraju prawie spadła. Założyłem ręce za głowę.
- Chciałaś odrabiać lekcje. Tam masz biurko. Ja muszę chwilę poleżeć.- Powiedziałem jej i przymknąłem oczy.
Usłyszałem skrzypienie łóżka i dźwięk odsuwane krzesła. Nagle poczułem jak coś ląduje mi na brzuchu. Otworzyłem oczy i zauważyłem głowę Shiny z twarzą zwróconą w stronę mojej twarzy.
- Mogę wiedzieć co ty robisz. Miałaś odrabiać lekcje.- Powiedziałem ze zdziwieniem.
- Też muszę chwile poleżeć.- Odpowiedziała.
- Ale dlaczego na moim brzuchu? Mogę dać Ci poduszkę jeśli chcesz.
- Tu jest wygodnie. Lubię mieć twardo pod głową.
- Ale dlaczego mój brzuch co? Nie pozwalasz sobie odrobinę za dużo? Może nie wyglądam ale jestem w stanie Cię przywiązać do krzesła jeśli będziesz mnie drażnić.
- Wyglądasz. Masz wyrzeźbiony brzuch i ręce co oznacza, że musiałeś dużo ćwiczyć. Ale tego nie zrobisz. Bo gdybym Cię drażniła zrobiłbyś to od razu jak położyłam głowę na twoim brzuchu.
W sumie to miała racje. Do wszystkiego. Ćwiczyłem dużo i do teraz ćwiczę i jakoś nie drażni mnie to, że na mnie leży. Ogólnie rzecz biorąc jest pierwszą od wieków osobą spoza moich sióstr, która się do mnie odezwała a co dopiero dotknęła.
- Dobra, koniec tego dobrego bierz się za odrabianie lekcji i pójdziemy do Ciebie.- Powiedziałem jej podnosząc się na łokciach.
- Do mnie? Dlaczego? Nie chce tam iść.- Odpowiedziała lekko spanikowana.
- Po pierwsze nie możesz u mnie siedzieć w nieskończoność a po drugie trzeba zrobić porządek z twoim bratem.
Gdy to powiedziałem wstała bez słowa i usiadła przy biurku. Znowu się położyłem i zamknąłem oczy. Po chwili słyszałem jak skrobała coś na kartce.
Zagłębiłem się w tekst lecącej piosenki. Wokalista właśnie wykrzykiwał słowa " Let me wake up. This is not my real life". Miał racje to nie jest moje prawdziwe życie. Ale może takie się stanie.
- Umiesz gotować?- Zapytała nagle Shina.
- Tak. Byłem zmuszony się tego nauczyć ponieważ wracałem ze szkoły a siostry były w pracy.- Odpowiedziałem.
- A co z twoimi rodzicami?
W tym momencie na chwile zatrzymałem się. Nawet z siostrami nie poruszamy tematu rodziców. Od ich wypadku byliśmy się usamodzielnić ponieważ nawet rodzina nie chciała nam pomóc.
- Moi rodzice są daleko, więc sam z siostrami zajmujemy się domem.- Odpowiedziałem.
Usłyszałem krótkie "aha". Wznowiłem przygotowywanie obiadu gdy usłyszałem głos Kari, że wróciła. Krzyknąłem, że za chwile będzie obiad. Po chwili i Kari i Aria weszły do kuchni zajmując swoje miejsce na stole naprzeciw siebie. Gdy się odwróciłem zauważyłem, że Kari przygląda się Shinie, która zajęła moje miejsce.
- Kari, to jest moja znajoma ze szkoły. Zje dziś z nami obiad i trochę ze mną posiedzi. Udzielam jej korepetycji.- Skłamałem kładąc jedzenie na stole.
- Ahhh jak miło. Jestem Kari starsza siostra Shiocchina i siostra bliźniaczka Ari.- Powiedziała Kari z uśmiechem.
Gdy skończyliśmy jeść, odniosłem swój i Shiny talerz do zlewy i powiedziałem, że idziemy się uczyć. Siostry pokiwały głowami i dalej zagłębiły się w rozmowę na temat nowych kwiatów do ogrodu. Zabrałem Shine do pokoju i z przyzwyczajenia zamknąłem drzwi.
- Nie przeszkadza Ci, że drzwi będą zamknięte?- Zapytałem ją.
- Nie specjalnie. Nie boję się Ciebie, więc mi to nie przeszkadza.- Odpowiedziała Shina.
Zaskoczyła mnie trochę jej odpowiedzieć ale nie dałem tego po sobie poznać. Podszedłem do półki z płytami i chwile tam grzebałem. Po chwili znalazłem płytę Breakdown of Sanity i wrzuciłem ją do sprzętu. Odwróciłem się i rzuciłem się na łóżko. Wylądowałem z takim impetem, że Shina siedząca prawie na samym skraju prawie spadła. Założyłem ręce za głowę.
- Chciałaś odrabiać lekcje. Tam masz biurko. Ja muszę chwilę poleżeć.- Powiedziałem jej i przymknąłem oczy.
Usłyszałem skrzypienie łóżka i dźwięk odsuwane krzesła. Nagle poczułem jak coś ląduje mi na brzuchu. Otworzyłem oczy i zauważyłem głowę Shiny z twarzą zwróconą w stronę mojej twarzy.
- Mogę wiedzieć co ty robisz. Miałaś odrabiać lekcje.- Powiedziałem ze zdziwieniem.
- Też muszę chwile poleżeć.- Odpowiedziała.
- Ale dlaczego na moim brzuchu? Mogę dać Ci poduszkę jeśli chcesz.
- Tu jest wygodnie. Lubię mieć twardo pod głową.
- Ale dlaczego mój brzuch co? Nie pozwalasz sobie odrobinę za dużo? Może nie wyglądam ale jestem w stanie Cię przywiązać do krzesła jeśli będziesz mnie drażnić.
- Wyglądasz. Masz wyrzeźbiony brzuch i ręce co oznacza, że musiałeś dużo ćwiczyć. Ale tego nie zrobisz. Bo gdybym Cię drażniła zrobiłbyś to od razu jak położyłam głowę na twoim brzuchu.
W sumie to miała racje. Do wszystkiego. Ćwiczyłem dużo i do teraz ćwiczę i jakoś nie drażni mnie to, że na mnie leży. Ogólnie rzecz biorąc jest pierwszą od wieków osobą spoza moich sióstr, która się do mnie odezwała a co dopiero dotknęła.
- Dobra, koniec tego dobrego bierz się za odrabianie lekcji i pójdziemy do Ciebie.- Powiedziałem jej podnosząc się na łokciach.
- Do mnie? Dlaczego? Nie chce tam iść.- Odpowiedziała lekko spanikowana.
- Po pierwsze nie możesz u mnie siedzieć w nieskończoność a po drugie trzeba zrobić porządek z twoim bratem.
Gdy to powiedziałem wstała bez słowa i usiadła przy biurku. Znowu się położyłem i zamknąłem oczy. Po chwili słyszałem jak skrobała coś na kartce.
Zagłębiłem się w tekst lecącej piosenki. Wokalista właśnie wykrzykiwał słowa " Let me wake up. This is not my real life". Miał racje to nie jest moje prawdziwe życie. Ale może takie się stanie.
niedziela, 24 maja 2015
Ta chora obecność. ( wiersz)
Ta chora obecność
Ona nie daje mi spokoju.
Te chore głosy
Które nie dają spać.
To chore uczucie
Że na świecie
Muszę zostać tylko JA.
/- Zireael
Ona nie daje mi spokoju.
Te chore głosy
Które nie dają spać.
To chore uczucie
Że na świecie
Muszę zostać tylko JA.
/- Zireael
Dwukolorowy narcyz. #7
- Mogę zjeść u Ciebie obiad? I odrobić lekcje?- Zapytała nagle Shina gdy szedłem w stronę furtki.
- Że co? Pogrzało Cię? Obiad? Lekcje? A co ja niańka?- Odparłem rozdrażniony i zdziwiony.
- Proszę. Nie chce jeszcze wracać do domu. Proszę. Tylko dziś.- Błagała Shina.
Widząc jej minę, poczułem się źle, że tak zareagowałem. Ale chwila moment. Ona nie chce wracać do domu. Czyli coś jest u niej w domu nie tak.
- Ten jeden raz. I wara komukolwiek o tym powiedzieć.- Powiedziałem i przepuściłem ją w furtce.
Popytam ją o to wszystko. Jeśli nie chce być w domu to musi dziać się tam coś złego. Ehhh kolejna sprawa na głowie.
- Wróciłem- Krzyknąłem zamykając drzwi i zrzucając buty.
Shina rzuciła ciche "dzień dobry".
- Idziemy najpierw do mnie do pokoju i wszystko mi wyjaśnisz.- Rozkazałem jej i powiedziałem by szła za mną.
Wchodząc do pokoju automatycznie włączyłem muzykę i zamknąłem drzwi. Rzuciłem torbę w kąt. Shina usiadła na krawędzi łóżka. Nagle do pokoju wpadła naga Aria.
- Shiochin w łazience nie ma suchych ręczników- Powiedziała rzucając się na mnie.
- Kurwa mać Aria. Wiesz gdzie są. - Powiedziałem ściągając bluzę i wciskając ją na Arię.
Shina wydawała się zszokowana tą sytuacją. Przez to, że mieszkam sam z siostrami w tym domu nie ma czegoś takiego jak poczucie wstydu przed nagim ciałem.
- Zresztą wypada zapukać, w szczególności, że ma gościa.- Dodałem z stoickim spokojem.
- Kto to? Twoja przyjaciółka? Masz przyjaciółkę? A może dziewczyna? Masz dziewczynę? Ktoś odważył się do Ciebie odezwać? Nie zabiłeś osoby, która się do Ciebie odezwała?- Pytała Aria z prędkością karabinu maszynowego.
- Znajoma ze szkoły. A teraz wyłaź z tego pokoju i się ubierz. TERAZ!.- Odpowiedziałem.
Gdy Aria wyszła spojrzałem na Shine. Minę miała nie tęgą, jakby zobaczyła ducha.
- Przepraszam za nią. To była moja starsza siostra Aria. O tym w szkole tym bardziej ani słowa. A teraz mi powiedz dlaczego nie chcesz wracać do domu.- Powiedziałem kładąc się na łóżku, obciągając podkoszulek by nie widać było mi brzucha.
I byłem zdziwiony tym, że Shina zaczęła opowiadać. O tym jak zmarł jej ojciec i została sama z zapracowaną matką i starszym bratem. O tym jak brat zaczął ją terroryzować, wyżywać się na niej krzycząc i czasami bijąc. O tym, że jej matka sama boi się swojego syna i nie reaguje na to przez strach przed nim.
Gdy skończyła opowiadać miała łzy w oczach. Zrobiło mi się jej tak bardzo żal. Nie wiem czemu ale przytuliłem ją do siebie jak niedawno moje siostry. Byłem zdziwiony, że się nie opierała.
- A opieka społeczna? Policja? - zapytałem.
- Boję się zrobić cokolwiek. Przepraszam Cię.- Odpowiedziała pociągając nosem.
Była taka krucha i drobna. Z jej brata musi być straszny skurwiel. Puściłem ją i wstałem. Po chwili doszło do mnie, że nie postąpiła zbyt mądrze ponieważ weszła do mojego domu nawet mnie nie znając.
- Dlaczego tak mi ufasz? Nie znasz mnie ani trochę, a jednak weszłaś do mojego domu i nawet pokoju, w którym jesteśmy zamknięci.- Powiedziałem.
Nie odpowiedziała tylko wstała i sama przytuliła się do mnie.
- Nie znam Cię ale nie uważam, że jesteś potworem tak jak myśli cała szkoła. Uratowałeś mnie.- Usłyszałem.
- Ehhhh chodź. Przygotuje obiad. Zaraz moja druga siostra powinna wrócić z pracy. Pewniakiem też będzie głodna.- Powiedziałem łagodnie.
Czuje, że to popołudnie tak szybko się nie skończy.
- Że co? Pogrzało Cię? Obiad? Lekcje? A co ja niańka?- Odparłem rozdrażniony i zdziwiony.
- Proszę. Nie chce jeszcze wracać do domu. Proszę. Tylko dziś.- Błagała Shina.
Widząc jej minę, poczułem się źle, że tak zareagowałem. Ale chwila moment. Ona nie chce wracać do domu. Czyli coś jest u niej w domu nie tak.
- Ten jeden raz. I wara komukolwiek o tym powiedzieć.- Powiedziałem i przepuściłem ją w furtce.
Popytam ją o to wszystko. Jeśli nie chce być w domu to musi dziać się tam coś złego. Ehhh kolejna sprawa na głowie.
- Wróciłem- Krzyknąłem zamykając drzwi i zrzucając buty.
Shina rzuciła ciche "dzień dobry".
- Idziemy najpierw do mnie do pokoju i wszystko mi wyjaśnisz.- Rozkazałem jej i powiedziałem by szła za mną.
Wchodząc do pokoju automatycznie włączyłem muzykę i zamknąłem drzwi. Rzuciłem torbę w kąt. Shina usiadła na krawędzi łóżka. Nagle do pokoju wpadła naga Aria.
- Shiochin w łazience nie ma suchych ręczników- Powiedziała rzucając się na mnie.
- Kurwa mać Aria. Wiesz gdzie są. - Powiedziałem ściągając bluzę i wciskając ją na Arię.
Shina wydawała się zszokowana tą sytuacją. Przez to, że mieszkam sam z siostrami w tym domu nie ma czegoś takiego jak poczucie wstydu przed nagim ciałem.
- Zresztą wypada zapukać, w szczególności, że ma gościa.- Dodałem z stoickim spokojem.
- Kto to? Twoja przyjaciółka? Masz przyjaciółkę? A może dziewczyna? Masz dziewczynę? Ktoś odważył się do Ciebie odezwać? Nie zabiłeś osoby, która się do Ciebie odezwała?- Pytała Aria z prędkością karabinu maszynowego.
- Znajoma ze szkoły. A teraz wyłaź z tego pokoju i się ubierz. TERAZ!.- Odpowiedziałem.
Gdy Aria wyszła spojrzałem na Shine. Minę miała nie tęgą, jakby zobaczyła ducha.
- Przepraszam za nią. To była moja starsza siostra Aria. O tym w szkole tym bardziej ani słowa. A teraz mi powiedz dlaczego nie chcesz wracać do domu.- Powiedziałem kładąc się na łóżku, obciągając podkoszulek by nie widać było mi brzucha.
I byłem zdziwiony tym, że Shina zaczęła opowiadać. O tym jak zmarł jej ojciec i została sama z zapracowaną matką i starszym bratem. O tym jak brat zaczął ją terroryzować, wyżywać się na niej krzycząc i czasami bijąc. O tym, że jej matka sama boi się swojego syna i nie reaguje na to przez strach przed nim.
Gdy skończyła opowiadać miała łzy w oczach. Zrobiło mi się jej tak bardzo żal. Nie wiem czemu ale przytuliłem ją do siebie jak niedawno moje siostry. Byłem zdziwiony, że się nie opierała.
- A opieka społeczna? Policja? - zapytałem.
- Boję się zrobić cokolwiek. Przepraszam Cię.- Odpowiedziała pociągając nosem.
Była taka krucha i drobna. Z jej brata musi być straszny skurwiel. Puściłem ją i wstałem. Po chwili doszło do mnie, że nie postąpiła zbyt mądrze ponieważ weszła do mojego domu nawet mnie nie znając.
- Dlaczego tak mi ufasz? Nie znasz mnie ani trochę, a jednak weszłaś do mojego domu i nawet pokoju, w którym jesteśmy zamknięci.- Powiedziałem.
Nie odpowiedziała tylko wstała i sama przytuliła się do mnie.
- Nie znam Cię ale nie uważam, że jesteś potworem tak jak myśli cała szkoła. Uratowałeś mnie.- Usłyszałem.
- Ehhhh chodź. Przygotuje obiad. Zaraz moja druga siostra powinna wrócić z pracy. Pewniakiem też będzie głodna.- Powiedziałem łagodnie.
Czuje, że to popołudnie tak szybko się nie skończy.
czwartek, 21 maja 2015
Dwukolorowy narcyz. Rozdział 6.
Siedząc na pierwszej lekcji zastanawiało mnie jak ona sobie wyobraża to, że będę z nią łaził podczas przerw. Tej dziewczynie chyba nie bardzo zależy na szkolnym życiu. Nie wiem dlaczego się zgodziłem. Nie jestem jej nic winny, a to raczej ona mi. Pożyjemy zobaczymy. Zamyśliłem się nad tym tak bardzo, że gdy nauczycielka poprosiła mnie do tablicy to musiała mnie upominać dwa razy.
- Słucham panią.- powiedziałem wstając z krzesła.- Przepraszam, lecz się zamyśliłem.
- Zdarza się w twoim wieku. A teraz się obudź i przestań myśleć o niebieskich migdałach.- Odpowiedziała.
Klasa zaczęła się podśmiewać ale gdy zobaczyli moją minę to już im do śmiechu nie było.
I w ten sposób lekcja jakoś minęła. Zadzwonił dzwonek na pierwszą przerwę. Szczerze to nawet nie wiedziałem gdzie i czy w ogóle muszę czekać na Shinę czy ona przyjdzie. Wychodząc z klasy zauważyłem, że już czeka opierając się o parapet. Podszedłem powoli do niej.
- Na dach.- Powiedziałem do niej i sam tam poszedłem.
Weszła chwilę po mnie. Ja już zdążyłem usiąść opierając się o barierkę. Usiadła kawałek ode mnie. Poszukałem w kieszeniach MP3 i założyłem słuchawki. Już po chwili usłyszałem scream wokalisty Parkway Drive. Przymknąłem oczy. Zacząłem się zastanawiać gdzie znajdę prace by odciążyć troche Kari. Nie zdążyłem zagłębić się w tą myśl gdy poczułem szturchnięcie w ramie. Wyjąłem słuchawki jedną ręką, drugą stopując muzykę.
- Dlaczego spędzasz wszystkie przerwy sam?- Zapytała Shina.
-Ponieważ kto by chciał spędzać przerwy z potworem. W klasie nie mam kolegów czy koleżanek a w drużynie gram tylko dlatego, że jestem najlepszym obrońcą w tej szkole. Z resztą nie przeszkadza mi to. Lubię ciszę i spokój.- Odparłem.
- Potworem? Czemu potworem?- Zadała kolejne pytanie.
- Przyjrzałaś się mi chociaż raz? Mam 210 cm wzrostu, bardzo dziwne oczy i na dodatek totalnie białe włosy. Przez to wszystko nikt nigdy nie spróbował nawet ze mną porozmawiać. Wisi mi to. Nie przychodzę do szkoły dla ludzi ale dla nauki.- Odparłem i ponownie założyłem słuchawki.
Przez resztę przerw mnie już nie zaczepiła. Miałem spokój. Ogólnie rzecz biorąc było tak jak zawsze tyle, że koło mnie siedziała mała, drobna dziewczyna.
Gdy lekcję się skończyły wyszedłem jak najszybciej ze szkoły. Zauważyłem, że Shina idzie za mną.
- Dlaczego łazisz za mną nawet po lekcjach?- Zapytałem z lekkim rozdrażnieniem.
- Ponieważ mieszkam na przeciw Ciebie- Odparła delikatnie przestraszona.
Rzuciłem krótkie "aha" i szedłem dalej.
Tego to nie wiedziałem prawdę mówiąc. Ale dlaczego nigdy wcześniej jej nie widziałem? A z resztą nie moja sprawa.
Rozdział sponsorowała strona " Ćpam anime".
- Słucham panią.- powiedziałem wstając z krzesła.- Przepraszam, lecz się zamyśliłem.
- Zdarza się w twoim wieku. A teraz się obudź i przestań myśleć o niebieskich migdałach.- Odpowiedziała.
Klasa zaczęła się podśmiewać ale gdy zobaczyli moją minę to już im do śmiechu nie było.
I w ten sposób lekcja jakoś minęła. Zadzwonił dzwonek na pierwszą przerwę. Szczerze to nawet nie wiedziałem gdzie i czy w ogóle muszę czekać na Shinę czy ona przyjdzie. Wychodząc z klasy zauważyłem, że już czeka opierając się o parapet. Podszedłem powoli do niej.
- Na dach.- Powiedziałem do niej i sam tam poszedłem.
Weszła chwilę po mnie. Ja już zdążyłem usiąść opierając się o barierkę. Usiadła kawałek ode mnie. Poszukałem w kieszeniach MP3 i założyłem słuchawki. Już po chwili usłyszałem scream wokalisty Parkway Drive. Przymknąłem oczy. Zacząłem się zastanawiać gdzie znajdę prace by odciążyć troche Kari. Nie zdążyłem zagłębić się w tą myśl gdy poczułem szturchnięcie w ramie. Wyjąłem słuchawki jedną ręką, drugą stopując muzykę.
- Dlaczego spędzasz wszystkie przerwy sam?- Zapytała Shina.
-Ponieważ kto by chciał spędzać przerwy z potworem. W klasie nie mam kolegów czy koleżanek a w drużynie gram tylko dlatego, że jestem najlepszym obrońcą w tej szkole. Z resztą nie przeszkadza mi to. Lubię ciszę i spokój.- Odparłem.
- Potworem? Czemu potworem?- Zadała kolejne pytanie.
- Przyjrzałaś się mi chociaż raz? Mam 210 cm wzrostu, bardzo dziwne oczy i na dodatek totalnie białe włosy. Przez to wszystko nikt nigdy nie spróbował nawet ze mną porozmawiać. Wisi mi to. Nie przychodzę do szkoły dla ludzi ale dla nauki.- Odparłem i ponownie założyłem słuchawki.
Przez resztę przerw mnie już nie zaczepiła. Miałem spokój. Ogólnie rzecz biorąc było tak jak zawsze tyle, że koło mnie siedziała mała, drobna dziewczyna.
Gdy lekcję się skończyły wyszedłem jak najszybciej ze szkoły. Zauważyłem, że Shina idzie za mną.
- Dlaczego łazisz za mną nawet po lekcjach?- Zapytałem z lekkim rozdrażnieniem.
- Ponieważ mieszkam na przeciw Ciebie- Odparła delikatnie przestraszona.
Rzuciłem krótkie "aha" i szedłem dalej.
Tego to nie wiedziałem prawdę mówiąc. Ale dlaczego nigdy wcześniej jej nie widziałem? A z resztą nie moja sprawa.
Rozdział sponsorowała strona " Ćpam anime".
wtorek, 19 maja 2015
Dwukolorowy narcyz. Rozdział 5.
Gdy rano otworzyłem oczy muzyka dalej leciała. Spojrzałem, która jest godzina. Do budzika zostało jeszcze prawie pół godziny. Nie chciałem więcej leżeć więc wstałem, ubrałem się i poszedłem do łazienki. Wychodząc ponownie sprawdziłem jaki jest czas. Normalnie miałbym jeszcze 15 min snu. Zszedłem do kuchni by przygotować sobie i siostrom śniadanie. Nie chciałem na nie czekać więc zjadłem szybko sam, spakowałem jedzenie do szkoły i wyszedłem szybciej z domu.
W drodze do szkoły skoczyłem do sklepu po coś słodkiego. Do dzwonka zostało jeszcze 10 min. Stojąc pod bramą zmieniłem play listę i usiadłem opierając się od drzewo. Przymknąłem na chwile oczy, wyśpiewując niemo tekst piosenki. Nagle poczułem delikatne szturchnięcie w ramie. Otworzyłem oczy i odruchowo wyciągnełem jedną słuchawkę. Nade mną stała Shina.
- To nie kulturalne szturchać ludzi z samego ranka.- Powiedziałem.
- Miałeś założone słuchawki, zamknięte oczy i śpiewałeś pod nosem.- Odparła z lekkim oburzeniem.
- Chcesz czegoś ode mnie czy po prostu lubisz szturchać ludzi?
- M-m-mam prośbę do Ciebie.
- Do mnie? Czego pierwszak może chcieć od ode?- Zapytałem.
- Czy spędzałbyś ze mną przerwy?- Zapytała Shina.
Zakrztusiłem się śliną i po chwili zacząłem się śmiać.
- A co? Boisz się tamtych kolesi? Myślisz, że jeśli będziesz miała mnie przy boku będzie lepiej? Nie dadzą Ci żyć w szkole za trzymanie się z potworem.- Oznajmiłem jej i wstałem. Teraz żeby mogła na mnie spojrzeć musiała podnosić głowę.
Po mojej odpowiedzi zmieszała się lekko. Parsknąłem i poszedłem w stronę wejścia do szkoły gdyż za minute był dzwonek.
- Proszę. Wole nie mieć szkolnego życia niż być dręczona przez szkolnych chuliganów. Proszę. Tylko w szkole. Nie musisz się nawet do mnie odzywać. - Zawołała za mną z desperacją w głosie.
- Spoko ale tylko do czasu aż tamci kretyni dadzą Ci spokój. Później ty mi dasz spokój. - Odparłem i włożyłem słuchawki do uszu.
Przez moje siostry zmiękło mi chyba serce. Jeszcze jakiś czas temu kazałbym jej dać mi spokój i tyle. Pożyjemy zobaczymy.
(Pytanie do osób przeglądających ten blog. Czy chcecie by na fejsie została utworzona strona blogga na której będą się pojawiać informacje kiedy zostaje wpuszczony kolejny rozdział lub inne krótkie opowiadania{od czasu do czasu pisałbym opowiadania na życzenie czytelników} Dziękuje za każdego czytelnika.)
W drodze do szkoły skoczyłem do sklepu po coś słodkiego. Do dzwonka zostało jeszcze 10 min. Stojąc pod bramą zmieniłem play listę i usiadłem opierając się od drzewo. Przymknąłem na chwile oczy, wyśpiewując niemo tekst piosenki. Nagle poczułem delikatne szturchnięcie w ramie. Otworzyłem oczy i odruchowo wyciągnełem jedną słuchawkę. Nade mną stała Shina.
- To nie kulturalne szturchać ludzi z samego ranka.- Powiedziałem.
- Miałeś założone słuchawki, zamknięte oczy i śpiewałeś pod nosem.- Odparła z lekkim oburzeniem.
- Chcesz czegoś ode mnie czy po prostu lubisz szturchać ludzi?
- M-m-mam prośbę do Ciebie.
- Do mnie? Czego pierwszak może chcieć od ode?- Zapytałem.
- Czy spędzałbyś ze mną przerwy?- Zapytała Shina.
Zakrztusiłem się śliną i po chwili zacząłem się śmiać.
- A co? Boisz się tamtych kolesi? Myślisz, że jeśli będziesz miała mnie przy boku będzie lepiej? Nie dadzą Ci żyć w szkole za trzymanie się z potworem.- Oznajmiłem jej i wstałem. Teraz żeby mogła na mnie spojrzeć musiała podnosić głowę.
Po mojej odpowiedzi zmieszała się lekko. Parsknąłem i poszedłem w stronę wejścia do szkoły gdyż za minute był dzwonek.
- Proszę. Wole nie mieć szkolnego życia niż być dręczona przez szkolnych chuliganów. Proszę. Tylko w szkole. Nie musisz się nawet do mnie odzywać. - Zawołała za mną z desperacją w głosie.
- Spoko ale tylko do czasu aż tamci kretyni dadzą Ci spokój. Później ty mi dasz spokój. - Odparłem i włożyłem słuchawki do uszu.
Przez moje siostry zmiękło mi chyba serce. Jeszcze jakiś czas temu kazałbym jej dać mi spokój i tyle. Pożyjemy zobaczymy.
(Pytanie do osób przeglądających ten blog. Czy chcecie by na fejsie została utworzona strona blogga na której będą się pojawiać informacje kiedy zostaje wpuszczony kolejny rozdział lub inne krótkie opowiadania{od czasu do czasu pisałbym opowiadania na życzenie czytelników} Dziękuje za każdego czytelnika.)
niedziela, 17 maja 2015
Dwukolorowy narcyz. Rozdział 4.
Już prawie trzymałem dłoń na klamce od furtki aż tu nagle..
- Zaczekaj- Usłyszałem zdyszany głos.
Nie musiałem się obracać by wiedzieć kto to jest. Mimo tego jednak to zrobiłem. Spojrzałem na zgiętą w pół dziewczynę.
- Dziękuje Ci- Powiedziała nie podnosząc głowy.- Za to teraz i na dachu w szkole.
- Hę?? Ah tak. Nie ma za co- powiedziałem i nacisnąłem klamkę.
- Następnym razem chodź po szkole z koleżankami lub siedź w klasie.- Dodałem na szybko i zamknąłem bramkę.
"Czemu wszystkie dziewczyny mają problemy ze wszystkim?" pomyślałem.
- Wróciłem!-Krzyknąłem ściągając buty.
Zanim poszedłem do pokoju wstąpiłem do kuchni by wziąć jabłko.
Zamykając drzwi do pokoju jedną ręką, drugą rzuciłem torbę pod ścianę. Padłem na łóżko jak kłoda przeżuwając gryz jabłka. Nie wiem czemu ale przypomniała mi się ta dziewczyna. " Jak ona miała na imię?" zastanawiałem się przez chwilę." Shina." przypomniałem sobie po chwili. Podniosłem się z łóżka, otworzyłem okno i wyrzuciłem ogryzek do wielkiego, wiecznie otwartego śmietnika stojącego na ulicy. Gdy zamknąłem okno otworzyły się drzwi a w nich stały moje siostry.
- Shio- Krzyknęły jednocześnie i rzuciły się na mnie powalając mnie na łóżko.
Niby były od mnie starsze, miały prace i powinny zachowywać się dorośle jednak od wypadku rodziców od czasu do czasu były jak małe słodkie dziewczynki. Przytuliłem je obie i zauważyłem, że Aria ma w oczach łzy.
- Co się stało? Ktoś Ci coś zrobił?- Zapytałem na szybko podnosząc się na łokciach.
- Arię wylano z pracy.- Powiedziała Kari.
"Jak to się kurwa stało" pomyślałem z furią. Powiedziałem jednak co innego.
- Ehh teraz może być ciężko. Z waszymi obiema pensjami byliśmy w stanie płacić rachunki i mieć co włożyć do garnka.- Powiedziałem najłagodniej jak mogłem.
-Przepraszam. Przepraszam. Jestem beznadziejna. Totalne nic ze mnie.- Powiedziała Aria robiąc między słowami przerwy by podciągnąć nosem.
Podałem jej chusteczkę i przytuliłem mocno.
- Spokojnie. Damy jakoś sobie rade. Będziemy musieli zacząć trochę oszczędzać i tyle. Spokojnie Ari nie martw się. Posiedź w domu przez tydzień czy dwa i poszukaj czegoś. Przez ten czas i ja postaram się zdobyć jakąś prace. W razie czego zawsze będzie dodatkowy grosz.- Oznajmiłem i przytuliłem jeszcze Kari bo też powoli się rozklejała.
Po chwili je puściłem i kazałem im się położyć na łóżku. Gdy to zrobiły ja podszedłem do półki nad radiem. Chwyciłem płytę Suicide Silence pt." You Can't Stop Me" i włożyłem do radia. Po chwili już słyszałem pierwszy ciężki breakdown.
- Poleżcie tu chwile a ja pójdę przygotować obiad. Jak skończę to was zawołam.- Powiedziałem z uśmiechem zanim wyszedłem z pokoju.
Zszedłem do kuchni, usiadłem na krześle i położyłem głowę na blacie stołu. " Jakoś damy sobie rade" powtarzałem sobie w myślach. Po chwili Wstałem i zabrałem się za obiad. Ugotowałem warzywa i ryż, nakryłem do stołu i na chwilę stanąłem w miejscu nasłuchując. Z mojego pokoju nie było słychać Suicide Silence tylko The Ghost Inside i moje siostry wtórujące wokaliście. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem do pokoju.
Zjadłem z siostrami obiad. Przy obiedzie wydawały sie już odrobinę weselsze. Ucieszyło mnie to. Wstałem od stołu i poszedłem do pokoju. Drzwi zamknąłem na klucz, płytę zmieniłem na Rise Of The North Star, muzykę włączyłem na full, usiadłem na łóżku, schowałem twarz w dłoniach. Chciało mi się płakać z powodu Arii. Lecz tego nie zrobiłem, zamiast tego odkluczyłem pokój, ściszyłem muzykę, położyłem się z powrotem na łóżko i po chwili spałem.
ps. Podziękowania dla stron na fejsie, które udostępniły ten blogg u siebie. ( rozdział "sponsorowany" przez " Mamo nie mogę, oglądam Anime".) Wielkie dzięki dla wszystkich stron, dla "sponsora" szczególnie a w szczególności dla admina Rika-chan ;) z strony podanej powyżej.
- Zaczekaj- Usłyszałem zdyszany głos.
Nie musiałem się obracać by wiedzieć kto to jest. Mimo tego jednak to zrobiłem. Spojrzałem na zgiętą w pół dziewczynę.
- Dziękuje Ci- Powiedziała nie podnosząc głowy.- Za to teraz i na dachu w szkole.
- Hę?? Ah tak. Nie ma za co- powiedziałem i nacisnąłem klamkę.
- Następnym razem chodź po szkole z koleżankami lub siedź w klasie.- Dodałem na szybko i zamknąłem bramkę.
"Czemu wszystkie dziewczyny mają problemy ze wszystkim?" pomyślałem.
- Wróciłem!-Krzyknąłem ściągając buty.
Zanim poszedłem do pokoju wstąpiłem do kuchni by wziąć jabłko.
Zamykając drzwi do pokoju jedną ręką, drugą rzuciłem torbę pod ścianę. Padłem na łóżko jak kłoda przeżuwając gryz jabłka. Nie wiem czemu ale przypomniała mi się ta dziewczyna. " Jak ona miała na imię?" zastanawiałem się przez chwilę." Shina." przypomniałem sobie po chwili. Podniosłem się z łóżka, otworzyłem okno i wyrzuciłem ogryzek do wielkiego, wiecznie otwartego śmietnika stojącego na ulicy. Gdy zamknąłem okno otworzyły się drzwi a w nich stały moje siostry.
- Shio- Krzyknęły jednocześnie i rzuciły się na mnie powalając mnie na łóżko.
Niby były od mnie starsze, miały prace i powinny zachowywać się dorośle jednak od wypadku rodziców od czasu do czasu były jak małe słodkie dziewczynki. Przytuliłem je obie i zauważyłem, że Aria ma w oczach łzy.
- Co się stało? Ktoś Ci coś zrobił?- Zapytałem na szybko podnosząc się na łokciach.
- Arię wylano z pracy.- Powiedziała Kari.
"Jak to się kurwa stało" pomyślałem z furią. Powiedziałem jednak co innego.
- Ehh teraz może być ciężko. Z waszymi obiema pensjami byliśmy w stanie płacić rachunki i mieć co włożyć do garnka.- Powiedziałem najłagodniej jak mogłem.
-Przepraszam. Przepraszam. Jestem beznadziejna. Totalne nic ze mnie.- Powiedziała Aria robiąc między słowami przerwy by podciągnąć nosem.
Podałem jej chusteczkę i przytuliłem mocno.
- Spokojnie. Damy jakoś sobie rade. Będziemy musieli zacząć trochę oszczędzać i tyle. Spokojnie Ari nie martw się. Posiedź w domu przez tydzień czy dwa i poszukaj czegoś. Przez ten czas i ja postaram się zdobyć jakąś prace. W razie czego zawsze będzie dodatkowy grosz.- Oznajmiłem i przytuliłem jeszcze Kari bo też powoli się rozklejała.
Po chwili je puściłem i kazałem im się położyć na łóżku. Gdy to zrobiły ja podszedłem do półki nad radiem. Chwyciłem płytę Suicide Silence pt." You Can't Stop Me" i włożyłem do radia. Po chwili już słyszałem pierwszy ciężki breakdown.
- Poleżcie tu chwile a ja pójdę przygotować obiad. Jak skończę to was zawołam.- Powiedziałem z uśmiechem zanim wyszedłem z pokoju.
Zszedłem do kuchni, usiadłem na krześle i położyłem głowę na blacie stołu. " Jakoś damy sobie rade" powtarzałem sobie w myślach. Po chwili Wstałem i zabrałem się za obiad. Ugotowałem warzywa i ryż, nakryłem do stołu i na chwilę stanąłem w miejscu nasłuchując. Z mojego pokoju nie było słychać Suicide Silence tylko The Ghost Inside i moje siostry wtórujące wokaliście. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem do pokoju.
Zjadłem z siostrami obiad. Przy obiedzie wydawały sie już odrobinę weselsze. Ucieszyło mnie to. Wstałem od stołu i poszedłem do pokoju. Drzwi zamknąłem na klucz, płytę zmieniłem na Rise Of The North Star, muzykę włączyłem na full, usiadłem na łóżku, schowałem twarz w dłoniach. Chciało mi się płakać z powodu Arii. Lecz tego nie zrobiłem, zamiast tego odkluczyłem pokój, ściszyłem muzykę, położyłem się z powrotem na łóżko i po chwili spałem.
ps. Podziękowania dla stron na fejsie, które udostępniły ten blogg u siebie. ( rozdział "sponsorowany" przez " Mamo nie mogę, oglądam Anime".) Wielkie dzięki dla wszystkich stron, dla "sponsora" szczególnie a w szczególności dla admina Rika-chan ;) z strony podanej powyżej.
Dwukolorowy narcyz. Rozdział 3.
Ostatnia lekcja. Kiszki mi grają marsza a za chwile trening. Niby zrobiłem dobry uczynek ale co z tego skoro sam cierpię. Ehhh chyba jednak nie opłaca się być miłym. Dzwonek. Teraz szybko do szatni bo trener będzie ze mnie pasy zdzierał za spóźnienie.
W szatni jak zawsze był hałas. Tylko ja siedziałem cicho. Norma. Do szatni wszedł trener.
- Mamy dwóch nowych, którzy chcą z nami trenować koszykówkę. Oboje ćwiczą jako obrońcy.- powiedział trener, a zza jego pleców wyszło dwóch pierwszaków.
W szatni szał. WoW. Nowa, świeża krew. Hip hip hurra. Łatwo się domyśleć, że jako jedyny nie przejawiałem takiego entuzjazmu. Patrząc na ich wzrost i proporcje ciała na obronie nie dadzą rady. Sam jestem obrońcą więc troszku się na tym znam.
- A teraz na sale i się rozgrzać. Shio zostań na chwile.- Rzekł trener pokazując na mnie palcem.
Nie wiem o co chodzi. Spojrzałem na nowych, którzy patrzeli na mnie. Jeśli będą mieli stać koło mnie na boisku i tak trząść kolanami jak teraz to za długo nie pograją.
- Jako, że jesteś najlepszym obrońcą będziesz miał na nich oko i dawał im jakieś wskazówki w razie czego.- Oznajmił mi trener i wyszedł, zostawiając naszą trójkę w szatni.
No ja to chyba mam zły dzień. Najpierw głodówka i to w dodatku przed treningiem to jeszcze mam się bawić w niańkę.
- Jak słyszeliście jestem obrońcą. Nazywam się Shioaisurui Kana.
Zanim zdążyli odpowiedzieć wyminąłem ich i udałem się na hale.
Zrobiłem rozgrzewkę i akurat trener zaczął coś mówić o przyszłych zawodach i różnych innych pierdołach.
- A teraz by sprawdzić nowych zagramy mały meczyk. Shion i Tai wybierają sobie zawodników- powiedział trener po czym wyciągnął paczkę fajek i udał się na zaplecze.
Tai jest kapitanem naszej drużyny a Shion jego najlepszym kumplem. Poza mną są to jedyni zawodnicy, którzy mają więcej niż 190cm wzrostu. Tai ma 194cm a Shion 192cm. Każdy z nich musiał już wybrać ostatniego zawodnika a zostałem ja i dwóch nowych. Tai wziął jednego z nowych a Shion mnie bo bardzo nie lubi przegrywać, nawet jeśli to tylko treningi. Przed wejściem na boisko każdy z "mojej" drużyny zbijał piątkę z innymi. Do mnie nikt nie podszedł. Może gramy w jednej drużynie, lecz mnie wybierają tylko dlatego, że jestem dobry.
Przez głód nie miałem zbytniej ochoty grać. Broniłem bo broniłem. W pewnym momencie nowy z przeciwnej drużyny miał piłkę i ruszył do ataku na kosz. Zatrzymał się przed trumną i wykonał rzut. Ajj on głupi. Ledwo piłka opuściła jego ręce a już była w moich.
- P-p-p-potwór.- Zaczął szeptać nowy.
Z niewiadomych przyczyn rozdrażniło mnie to bardziej niż zwykle. Zacząłem kozłować i biegnąc przez boisko zastanawiałem się czy wypada obrońcy wykonywać tak zuchwały atak. Jako, że nie było wyższych ode mnie widziałem całe boisko i to kto stoi na obronie pod przeciwnym koszem. Nagle pierwszak, który nazwał mnie potworem pojawił się na obronie i próbował mnie zatrzymać. Nie wyszło mu. Wykonałem delikatną wrzutke spod kosza i udałem się pod swój kosz.
Wychodząc po treningu byłem ledwo żywy. Zmachany i głodny. Gorzej być nie może. Idąc do domu zauważyłem coś co już miało miejsce tego dnia. Ta sama trójka z dachu i ta sama dziewczyna na dodatek w tej samej sytuacji. Tym razem jeden z tych gerojów miał kij. Jako prawy obywatel musiałem zareagować. Dobiegłem do nich w idealnym momencie by złapać kij kiedy osoba go dzierżąca wzięła zamach nad głowę.
- Macie pecha chłopacy.- Powiedziałem wyrywając kij i łamiąc go o kolano.
Musieli mnie pamiętać bo ledwo kij dotknął mojego kolana już ich nie było. Westchnąłem, wyrzuciłem resztki drewna i nawet nie patrząc na tą dziewczynę poszedłem do domu.
piątek, 15 maja 2015
Dwukolorowy narcyz. Rozdział 2.
- Możesz nie machać mi jedzeniem przed nosem??-powiedziałem z delikatnym rozdrażnieniem.
- W-w-wygląda-a-asz na g-g-głodnego.- powiedziała jąkając się strasznie.
Pomyślałem, że to jakiś rodzaj podziękowania, więc niewiele myśląc chwyciłem kanapkę. Wziąłem gryza i spojrzałem z zaciekawieniem na osobę od której to dostałem. Na pewno pierwszak. Niziutka dziewczyna z czerwonymi włosami, sięgającymi jej do lini nawet wydatnych piersi.
- Jak się nazywasz?
- Je-je-jestem Shina Ka-kazuri- powiedziała z delikatnym przerażeniem.
- Boisz się, że się tak jąkasz czy masz tak zawsze?- Rzuciłem kończąc kanapkę.
- Nie boję się i się nie ją-jąkam.
Po tym jak to powiedziała zacząłem się śmiać pod nosem. Wstałem, strząsnąłem okruszki z mundurka i spojrzałem na Shine, która gapiła się na mnie jak ciele w malowane wrota.
- Zaraz będzie koniec przerwy. Lepiej idź pierwsza. Nie będziesz miała życia w szkole jeśli zobaczą Cie w moim towarzystwie.- Poinformowałem ją po czym podszedłem i oparłem się o barierkę.
Zrobiła to co powiedziałem i szybko pobiegła do drzwi. Nie musiałem się oglądać by wiedzieć kiedy już jej nie było na dachu.
" Te stare drzwi strasznie skrzypią" pomyślałem. Założyłem ręce za głową i poszedłem w stronę drzwi.
Idąc do swojej sali widziałem dwójkę z tych chłopaków co byli na dachu. Oni musieli mnie też zauważyć ponieważ po chwili byli na drugim końcu korytarza. Siadając w sali dalej czułem głód a dziś czekał mnie jeszcze trening. Jakoś będę musiał sobie dać rade.
- W-w-wygląda-a-asz na g-g-głodnego.- powiedziała jąkając się strasznie.
Pomyślałem, że to jakiś rodzaj podziękowania, więc niewiele myśląc chwyciłem kanapkę. Wziąłem gryza i spojrzałem z zaciekawieniem na osobę od której to dostałem. Na pewno pierwszak. Niziutka dziewczyna z czerwonymi włosami, sięgającymi jej do lini nawet wydatnych piersi.
- Jak się nazywasz?
- Je-je-jestem Shina Ka-kazuri- powiedziała z delikatnym przerażeniem.
- Boisz się, że się tak jąkasz czy masz tak zawsze?- Rzuciłem kończąc kanapkę.
- Nie boję się i się nie ją-jąkam.
Po tym jak to powiedziała zacząłem się śmiać pod nosem. Wstałem, strząsnąłem okruszki z mundurka i spojrzałem na Shine, która gapiła się na mnie jak ciele w malowane wrota.
- Zaraz będzie koniec przerwy. Lepiej idź pierwsza. Nie będziesz miała życia w szkole jeśli zobaczą Cie w moim towarzystwie.- Poinformowałem ją po czym podszedłem i oparłem się o barierkę.
Zrobiła to co powiedziałem i szybko pobiegła do drzwi. Nie musiałem się oglądać by wiedzieć kiedy już jej nie było na dachu.
" Te stare drzwi strasznie skrzypią" pomyślałem. Założyłem ręce za głową i poszedłem w stronę drzwi.
Idąc do swojej sali widziałem dwójkę z tych chłopaków co byli na dachu. Oni musieli mnie też zauważyć ponieważ po chwili byli na drugim końcu korytarza. Siadając w sali dalej czułem głód a dziś czekał mnie jeszcze trening. Jakoś będę musiał sobie dać rade.
czwartek, 14 maja 2015
Dwukolorowy narcyz. Rozdział 1.
"Kolejny mętny poranek. Ehhh znowu będzie dzień jak codzień. Wypada otworzyć oczy." Oczy otworzyłem, wstałem i poszedłem do łazienki. Stojąc przed lustrem umyłem twarz, zęby i ręce. Spojrzałem w swoje odbicie. Zobaczyłem swoje dziwne oczy. Jedno jasne i błękitne, drugie czerwone niczym płatki róży. A no tak nie przedstawiłem się. Nazywam się Shioaisurui Kana. Byłbym najzwyklejszym licealistom gdyby nie moje oczy, 210 cm wzrostu i długich do ramion włosów koloru mleka. Jestem w trzeciej klasie.
Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do pokoju by ubrać szkolny mundurek i pójść przygotować sobie śniadanie. Już prawie trzymałem dłoń na klamce gdy z kuchni dobiegł mnie rumor i dźwięk zderzających się garnków. Zszedłem na dół i zobaczyłem moją starszą siostrę Arie leżącą na podłodze oraz pocierając głowę. Wokół niej leżały garnki i resztki potłuczonego talerza.
- Coś ty znowu zrobiła?- Zapytałem.
-Chciałam wyciągną garnek by zagotować mleko ale taboret uciekł mi spod nóg.- Powiedziała i powoli wstała opierając się o blat stołu.
Może to dziwne ale mimo tego, że ja jestem ogromnie wysoki to obie moje siostry czyli Aria i Kari, które są bliźniaczkami to akurat one są bardzo niskie. Żeby wyciągnąć coś z zawieszonych szafek potrzebują krzesła lub mnie.
-Czemu mnie nie zawołałaś i gdzie w ogóle jest Kari?- Rzuciłem z nadzieją, że nie odpowie.
- Kari jest w łazience, a nie wiedziałam czy już wstałeś. Chciałam Ci przygotować zupe mleczną na śniadanie.- Odpowiedziała.
Nie doczekała się odpowiedzi ponieważ zacząłem wkładać garnki z powrotem do szafki. Po chwili zamknąłem szafkę, chwyciłem zmiotkę i szufelkę i zabrałem się za sprzątanie potłuczonego talerza. Spojrzałem na zegarek. 7:45.
- Przez Ciebie śniadanie zjem dopiero w szkole. Powiedz Kari, że na obiad będzie ryż i jakieś mięso. Jak będzie mi się chciało to zrobię coś innego.- Krzyknąłem wbiegając po schodach.
"Niby dorosłe, pracujące kobiety a nawet z prostymi rzeczami mają problemy" pomyślałem. " Gdyby rodzice to widzieli" dorzuciłem moim myślom i odruchowo spojrzałem na zdjęcie, które miałem postawione na szafce przy łóżku. Przedstawiało ono moich rodziców, którzy nie żyli od 6 lat. Na zdjęciu byłem również ja trzymany na rękach przez ojca, a moja matka trzymała za ręce moje siostry. Tęsknie za nimi. Tęsknie za białymi włosami matki i tymi strasznymi dla mnie za dzieciaka różnokolorowymi oczami ojca, które odziedziczyłem.
Ubrałem się na szybko, chwyciłem w locie portfel i wyskoczyłem z domu.
Do klasy wbiegłem równo z dzwonkiem. Znosząc gromiące spojrzenie nauczyciela usiadłem na swoim miejscu. Wypakowując książki z torby słyszałem jak moi "koledzy i koleżanki" z klasy szepczą między sobą. " Pewnie dokonywał jakiś ciemnych porachunków", " Pewnie odbierał swoją pensje z cyrku, dziwak". Dla mnie to norma. Od dziecka nigdy nie miałem przyjaciół czy chociażby kolegów a o dziewczynie nawet nie wspominając. Wszystko przez mój wygląd. Ludzie nie patrzą mi w oczy albo przez wzgląd na ich kolor albo przez wzgląd na mój wzrost. Przyzwyczaiłem się. Póki tylko gadają miedzy sobą to mi to nie robi. Jestem osobą spokojną lecz nienawidzę kiedy próbują mnie szturchać czy szukać zaczepki. Ale mam spokój ponieważ w pierwszej klasie liceum kilku chłopaków próbowało mnie zaczepić i pognębić. Ich pech. Dwóch skończyło z siniakami, jeden z rozwalonym nosem a ostatni czyli " szef" tej bandy skończył z połamaną ręka. Od tamtej pory jestem uznawany za chuligana i każdy uchodzi mi z drogi. Nie przeszkadza mi to.
Lekcje mijały spokojnie. Jakoś wytrwałem do przerwy obiadowej. Nareszcie mogłem coś zjeść. Kupiłem jedzenie i poszedłem na dach. Tam czekał na mnie dziwny widok. 3 drugoklasistów dręczyło jakiegoś czerwonowłosego pierwszaka. " Bohaterem nie jestem i wisi mi to, lecz chce tu w spokoju w końcu się najeść" pomyślałem. Położyłem siatkę z jedzeniem przy drzwiach i ruszyłem w stronę zamieszania.
- Mogę wiedzieć co tu się odwala?? A z resztą. Gówno mnie to obchodzi, pierwszaka zostawić i wypierdalać mi stąd.- Powiedziałem delikatnie wzmocnionym głosem.
Reakcja była natychmiastowa. Całą trójka obejrzała się za siebie.
- Nie wtrącaj się dziwaku. Przez tą dziewczynę upuściłem moje żarcie. Musi za to zapłacić.- Rzucił jeden z nich wychodząc naprzeciw mnie.
" Przez dziewczynę?" pomyślałem i przyjrzałem się osobie gnębionej. I to na serio była dziewczyna. Mała, krucha w długich do pasa czerwonych włosach z wzrokiem tak błagalnym, że nawet ja byłem zmuszony temu ulec.
- Macie dwa wyjścia. Albo zostawicie ją w spokoju i dacie mi zjeść tu na spokojnie, albo każdy z was wyląduje za barierkami.- powiedziałem przekręcając głowę tak, żeby strzeliły mi kręgi.
No i miałem co chciałem. Cała trójka rzuciła się na mnie. Kretyni. Nie będę opisywał walki bo nie trwała zbyt długo. Rzucili się do drzwi po drodze tratując moje jedzenie.
- Nosz kurwa ich mać.- Rzuciłem wściekły.
Obróciłem się za siebie i spojrzałem na dziewczynę.
- Nic Ci nie jest? Nie obili Cię za mocno?- zapytałem spokojnie.
Burknęła pod nosem, że nic jej nie jest. Usiadłem na podłodze wyciągając portfel by zobaczyć czy mam pieniądze by coś kupić. Pustka. Położyłem się rozkładając ręce. Aż tu nagle błękit nieba przysłoniła mi kanapka z szynką i serem.
Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do pokoju by ubrać szkolny mundurek i pójść przygotować sobie śniadanie. Już prawie trzymałem dłoń na klamce gdy z kuchni dobiegł mnie rumor i dźwięk zderzających się garnków. Zszedłem na dół i zobaczyłem moją starszą siostrę Arie leżącą na podłodze oraz pocierając głowę. Wokół niej leżały garnki i resztki potłuczonego talerza.
- Coś ty znowu zrobiła?- Zapytałem.
-Chciałam wyciągną garnek by zagotować mleko ale taboret uciekł mi spod nóg.- Powiedziała i powoli wstała opierając się o blat stołu.
Może to dziwne ale mimo tego, że ja jestem ogromnie wysoki to obie moje siostry czyli Aria i Kari, które są bliźniaczkami to akurat one są bardzo niskie. Żeby wyciągnąć coś z zawieszonych szafek potrzebują krzesła lub mnie.
-Czemu mnie nie zawołałaś i gdzie w ogóle jest Kari?- Rzuciłem z nadzieją, że nie odpowie.
- Kari jest w łazience, a nie wiedziałam czy już wstałeś. Chciałam Ci przygotować zupe mleczną na śniadanie.- Odpowiedziała.
Nie doczekała się odpowiedzi ponieważ zacząłem wkładać garnki z powrotem do szafki. Po chwili zamknąłem szafkę, chwyciłem zmiotkę i szufelkę i zabrałem się za sprzątanie potłuczonego talerza. Spojrzałem na zegarek. 7:45.
- Przez Ciebie śniadanie zjem dopiero w szkole. Powiedz Kari, że na obiad będzie ryż i jakieś mięso. Jak będzie mi się chciało to zrobię coś innego.- Krzyknąłem wbiegając po schodach.
"Niby dorosłe, pracujące kobiety a nawet z prostymi rzeczami mają problemy" pomyślałem. " Gdyby rodzice to widzieli" dorzuciłem moim myślom i odruchowo spojrzałem na zdjęcie, które miałem postawione na szafce przy łóżku. Przedstawiało ono moich rodziców, którzy nie żyli od 6 lat. Na zdjęciu byłem również ja trzymany na rękach przez ojca, a moja matka trzymała za ręce moje siostry. Tęsknie za nimi. Tęsknie za białymi włosami matki i tymi strasznymi dla mnie za dzieciaka różnokolorowymi oczami ojca, które odziedziczyłem.
Ubrałem się na szybko, chwyciłem w locie portfel i wyskoczyłem z domu.
Do klasy wbiegłem równo z dzwonkiem. Znosząc gromiące spojrzenie nauczyciela usiadłem na swoim miejscu. Wypakowując książki z torby słyszałem jak moi "koledzy i koleżanki" z klasy szepczą między sobą. " Pewnie dokonywał jakiś ciemnych porachunków", " Pewnie odbierał swoją pensje z cyrku, dziwak". Dla mnie to norma. Od dziecka nigdy nie miałem przyjaciół czy chociażby kolegów a o dziewczynie nawet nie wspominając. Wszystko przez mój wygląd. Ludzie nie patrzą mi w oczy albo przez wzgląd na ich kolor albo przez wzgląd na mój wzrost. Przyzwyczaiłem się. Póki tylko gadają miedzy sobą to mi to nie robi. Jestem osobą spokojną lecz nienawidzę kiedy próbują mnie szturchać czy szukać zaczepki. Ale mam spokój ponieważ w pierwszej klasie liceum kilku chłopaków próbowało mnie zaczepić i pognębić. Ich pech. Dwóch skończyło z siniakami, jeden z rozwalonym nosem a ostatni czyli " szef" tej bandy skończył z połamaną ręka. Od tamtej pory jestem uznawany za chuligana i każdy uchodzi mi z drogi. Nie przeszkadza mi to.
Lekcje mijały spokojnie. Jakoś wytrwałem do przerwy obiadowej. Nareszcie mogłem coś zjeść. Kupiłem jedzenie i poszedłem na dach. Tam czekał na mnie dziwny widok. 3 drugoklasistów dręczyło jakiegoś czerwonowłosego pierwszaka. " Bohaterem nie jestem i wisi mi to, lecz chce tu w spokoju w końcu się najeść" pomyślałem. Położyłem siatkę z jedzeniem przy drzwiach i ruszyłem w stronę zamieszania.
- Mogę wiedzieć co tu się odwala?? A z resztą. Gówno mnie to obchodzi, pierwszaka zostawić i wypierdalać mi stąd.- Powiedziałem delikatnie wzmocnionym głosem.
Reakcja była natychmiastowa. Całą trójka obejrzała się za siebie.
- Nie wtrącaj się dziwaku. Przez tą dziewczynę upuściłem moje żarcie. Musi za to zapłacić.- Rzucił jeden z nich wychodząc naprzeciw mnie.
" Przez dziewczynę?" pomyślałem i przyjrzałem się osobie gnębionej. I to na serio była dziewczyna. Mała, krucha w długich do pasa czerwonych włosach z wzrokiem tak błagalnym, że nawet ja byłem zmuszony temu ulec.
- Macie dwa wyjścia. Albo zostawicie ją w spokoju i dacie mi zjeść tu na spokojnie, albo każdy z was wyląduje za barierkami.- powiedziałem przekręcając głowę tak, żeby strzeliły mi kręgi.
No i miałem co chciałem. Cała trójka rzuciła się na mnie. Kretyni. Nie będę opisywał walki bo nie trwała zbyt długo. Rzucili się do drzwi po drodze tratując moje jedzenie.
- Nosz kurwa ich mać.- Rzuciłem wściekły.
Obróciłem się za siebie i spojrzałem na dziewczynę.
- Nic Ci nie jest? Nie obili Cię za mocno?- zapytałem spokojnie.
Burknęła pod nosem, że nic jej nie jest. Usiadłem na podłodze wyciągając portfel by zobaczyć czy mam pieniądze by coś kupić. Pustka. Położyłem się rozkładając ręce. Aż tu nagle błękit nieba przysłoniła mi kanapka z szynką i serem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)