czwartek, 4 czerwca 2015

Dwukolorowy narcyz. #11.

Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem biały sufit. Rozejrzałem się. Leżałem na łóżku szpitalny, w pustej sali i z opatrunkiem na torsie. Przetworzyłem w myślach co się wydarzyło. Bójka z bratem Shiny, strzał i ból. Ale żyje więc chyba źle nie jest. Nagle otworzyły się drzwi. Do pokoju wszedł lekarz w długim fartuchu.
- Jak się czujemy?- Zapytał.
- Bywało lepiej. - Odpowiedziałem krótko.
- Coś Cię boli? To cud, że twój organizm i ciało wytrzymało strzał z takiej odległości. Na szczęście wszystkie ważniejsze organy są całe. O mały włos i miał w płucach dziurę na wylot. Masz szczęście chłopie.
- Najwyraźniej. Mogę wstać i pójść do toalety?
- Tak. Tylko ostrożnie. Wychodzisz z pokoju i po lewej jest toaleta. Pomogę Ci wstać.
Podniosłem się na łokciach a lekarz pomógł mi wstać z łóżka. Zrobiłem kilka drobnych kroków. W głowie mi się nie kręciło. Bólu nie było. Wyszedłem na korytarz i nagle poczułem, że ktoś mnie obejmuje. Były to dwie osoby, a dokładnie moje siostry.
- Shiooo. Miałeś wyjść na chwile i wrócić a nie wylądować w szpitalu. Proszę nie rób tego więcej.- Mówiła szybko Arii z łzami w oczach.
- Braciszku.- Powiedziała Kari wtulając się we mnie jeszcze bardziej.
Ehh. Dwie dorosłe kobiety a zachowują się jak dzieci. Położyłem ręce na ich głowach i zacząłem głaskać.
- Przepraszam. Ale nic mi nie jest. To jest najważniejsze. A teraz pozwólcie mi pójść do toalety. - Powiedziałem i wyswobodziłem się z ich uścisku.
Wchodząc do kabiny zacząłem się zastanawiać co z Shiną. Gdy skończyłem załatwiać swoją potrzebę i stanąłem przy zlewie by umyć ręce spojrzałem na swoje odbicie w lustrze. Cerę miałem tak bladą, że prawie przyjęła kolor moich włosów. Wychodząc z łazienki zauważyłem, że moje siostry rozmawiaj z lekarzem trzymając moje ubrania. Rozejrzałem się po korytarzu, gdy nagle znowu ktoś mnie objął.
- Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam. To wszystko moja wina. Przepraszam.- Usłyszałem delikatnie zachrypnięty głos Shiny.
Spojrzałem na nią. Z niewiadomych mi przyczyn jej kolor włosów mnie uspokajał.
- Jak tam z Twoim bratem?- zapytałem.
Podniosła głowę i spojrzała na mnie. Miała łzy w oczach tak samo jak moje siostry. Lecz poza tym miała wory pod oczami jakby tydzień nie spała. Uśmiechnąłem się do niej.
- Wylądował w więzieniu za postrzelenie i znęcanie się nade mną.- Odpowiedziała.
Gdy to powiedziała moje siostry podeszły do nas.
- Możesz wrócić do domu. Masz teraz przez jakiś czas wolne od szkoły i siedzisz w domu i się kurujesz. Masz zakaz przemęczania się. Idziemy do samochodu. Przebierzesz się w domu.- Powiedziała Kari i razem z Arii wzięły mnie pod ręce i skierowały w stronę schodów.
- Shina jedziesz z nami.- Powiedziała nagle Arii.
Shina skinęła posłusznie głową i ruszyła za nami.
Siedząc w samochodzie myślałem o tym co zrobię z wolnym czasem. W kosza grać nie mogę, więc chyba zostanie mi słuchanie godzinami muzykami i przygotowywanie dziewczynom jedzenia.
- Shio po tym co się stało w szkole już chyba nie będą Cię nazywać potworem lecz bohaterem.- Powiedziała nagle Shina.
Po usłyszeniu słowa "potwór" w moim mózgu chyba coś się zmieniło. Spojrzałem na moje siostry i Shinę. Nagle poczułem, że są to jedyne osoby na świecie, które mają prawo być przy mnie a moim obowiązkiem jest być przy nich i je chronić.
Na słowa Shiny nie odpowiedziałem. Gdy podjechaliśmy pod dom zauważyłem, że przy bramie stoi przewodniczący i przewodnicząca mojej klasy. Spojrzałem na nich z totalną niechęcią. Jak już wysiadłem z samochodu przewodniczący podszedł do mnie.
- Shiooo kolego zawsze uważałem, że jesteś spoko zioo..- Nie skończył wypowiedzi ponieważ wylądował na trawie po moim uderzeniu.
- Wypierdalaj stąd. Nie chce nawet na Ciebie patrzeć.- Powiedziałem z nienawiścią w głosie.
- Shio!! Co ty wyprawiasz? Dlaczego go uderzyłeś. Nic Ci nie zrobił.- Powiedziała z zaskoczeniem Karii.
Przewodniczący wstał, bąknął coś pod nosem, chwycił przewodniczącą za rękę i odszedł. Obejrzałem się po twarzach moich towarzyszek. Każda była zszokowana tym co zrobiłem.
- Nie chcę od nich słyszeć żadnych słów. Przez całe liceum mnie unikają, robią cokolwiek by utrudnić mi życie a nagle pierdolą jakieś głupoty. Podłe dwulicowe szmaty.- Powiedziałem otwierając drzwi od domu.
- Idźcie do kuchni. Zabierzcie Shinę ze sobą. Ja pójdę się przebrać i zaraz wrócę by zrobić herbatę.- Dodałem ściągając buty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz