czwartek, 14 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. Rozdział 1.

"Kolejny mętny poranek. Ehhh znowu będzie dzień jak codzień. Wypada otworzyć oczy." Oczy otworzyłem, wstałem i poszedłem do łazienki. Stojąc przed lustrem umyłem twarz, zęby i ręce. Spojrzałem w swoje odbicie. Zobaczyłem swoje dziwne oczy. Jedno jasne i błękitne, drugie czerwone niczym płatki róży. A no tak nie przedstawiłem się. Nazywam się Shioaisurui Kana. Byłbym najzwyklejszym licealistom gdyby nie moje oczy, 210 cm wzrostu i długich do ramion włosów koloru mleka. Jestem w trzeciej klasie.
Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do pokoju by ubrać szkolny mundurek i pójść przygotować sobie śniadanie. Już prawie trzymałem dłoń na klamce gdy z kuchni dobiegł mnie rumor i dźwięk zderzających się garnków. Zszedłem na dół i zobaczyłem moją starszą siostrę Arie leżącą na podłodze oraz pocierając głowę. Wokół niej leżały garnki i resztki potłuczonego talerza.
- Coś ty znowu zrobiła?- Zapytałem.
-Chciałam wyciągną garnek by zagotować mleko ale taboret uciekł mi spod nóg.- Powiedziała i powoli wstała opierając się o blat stołu.
Może to dziwne ale mimo tego, że ja jestem ogromnie wysoki to obie moje siostry czyli Aria i Kari, które są bliźniaczkami to akurat one są bardzo niskie. Żeby wyciągnąć coś z zawieszonych szafek potrzebują krzesła lub mnie.
-Czemu mnie nie zawołałaś i gdzie w ogóle jest Kari?- Rzuciłem z nadzieją, że nie odpowie. 
- Kari jest w łazience, a nie wiedziałam czy już wstałeś. Chciałam Ci przygotować zupe mleczną na śniadanie.- Odpowiedziała.
Nie doczekała się odpowiedzi ponieważ zacząłem wkładać garnki z powrotem do szafki. Po chwili zamknąłem szafkę, chwyciłem zmiotkę i szufelkę i zabrałem się za sprzątanie potłuczonego talerza. Spojrzałem na zegarek. 7:45. 
- Przez Ciebie śniadanie zjem dopiero w szkole. Powiedz Kari, że na obiad będzie ryż i jakieś mięso. Jak będzie mi się chciało to zrobię coś innego.- Krzyknąłem wbiegając po schodach.
"Niby dorosłe, pracujące kobiety a nawet z prostymi rzeczami mają problemy" pomyślałem. " Gdyby rodzice to widzieli" dorzuciłem moim myślom i odruchowo spojrzałem na zdjęcie, które miałem postawione na szafce przy łóżku. Przedstawiało ono moich rodziców, którzy nie żyli od 6 lat. Na zdjęciu byłem również ja trzymany na rękach przez ojca, a moja matka trzymała za ręce moje siostry. Tęsknie za nimi. Tęsknie za białymi włosami matki i tymi strasznymi dla mnie za dzieciaka różnokolorowymi oczami ojca, które odziedziczyłem. 
Ubrałem się na szybko, chwyciłem w locie portfel i wyskoczyłem z domu.
Do klasy wbiegłem równo z dzwonkiem. Znosząc gromiące spojrzenie nauczyciela usiadłem na swoim miejscu. Wypakowując książki z torby słyszałem jak moi "koledzy i koleżanki" z klasy szepczą między sobą. " Pewnie dokonywał jakiś ciemnych porachunków", " Pewnie odbierał swoją pensje z cyrku, dziwak". Dla mnie to norma. Od dziecka nigdy nie miałem przyjaciół czy chociażby kolegów a o dziewczynie nawet nie wspominając. Wszystko przez mój wygląd. Ludzie nie patrzą mi w oczy albo przez wzgląd na ich kolor albo przez wzgląd na mój wzrost. Przyzwyczaiłem się. Póki tylko gadają miedzy sobą to mi to nie robi. Jestem osobą spokojną lecz nienawidzę kiedy próbują mnie szturchać czy szukać zaczepki. Ale mam spokój ponieważ w pierwszej klasie liceum kilku chłopaków próbowało mnie zaczepić i pognębić. Ich pech. Dwóch skończyło z siniakami, jeden z rozwalonym nosem a ostatni czyli " szef" tej bandy skończył z połamaną ręka. Od tamtej pory jestem uznawany za chuligana i każdy uchodzi mi z drogi. Nie przeszkadza mi to. 
Lekcje mijały spokojnie. Jakoś wytrwałem do przerwy obiadowej. Nareszcie mogłem coś zjeść. Kupiłem jedzenie i poszedłem na dach. Tam czekał na mnie dziwny widok. 3 drugoklasistów dręczyło jakiegoś czerwonowłosego pierwszaka. " Bohaterem nie jestem i wisi mi to, lecz chce tu w spokoju w końcu się najeść" pomyślałem. Położyłem siatkę z jedzeniem przy drzwiach i ruszyłem w stronę zamieszania. 
- Mogę wiedzieć co tu się odwala?? A z resztą. Gówno mnie to obchodzi, pierwszaka zostawić i wypierdalać mi stąd.- Powiedziałem delikatnie wzmocnionym głosem. 
Reakcja była natychmiastowa. Całą trójka obejrzała się za siebie. 
- Nie wtrącaj się dziwaku. Przez tą dziewczynę upuściłem moje żarcie. Musi za to zapłacić.- Rzucił jeden z nich wychodząc naprzeciw mnie.
" Przez dziewczynę?" pomyślałem i przyjrzałem się osobie gnębionej. I to na serio była dziewczyna. Mała, krucha w długich do pasa czerwonych włosach z wzrokiem tak błagalnym, że nawet ja byłem zmuszony temu ulec.
- Macie dwa wyjścia. Albo zostawicie ją w spokoju i dacie mi zjeść tu na spokojnie, albo każdy z was wyląduje za barierkami.- powiedziałem przekręcając głowę tak, żeby strzeliły mi kręgi.
No i miałem co chciałem. Cała trójka rzuciła się na mnie. Kretyni. Nie będę opisywał walki bo nie trwała zbyt długo. Rzucili się do drzwi po drodze tratując moje jedzenie.
- Nosz kurwa ich mać.- Rzuciłem wściekły.
Obróciłem się za siebie i spojrzałem na dziewczynę.
- Nic Ci nie jest? Nie obili Cię za mocno?- zapytałem spokojnie.
Burknęła pod nosem, że nic jej nie jest. Usiadłem na podłodze wyciągając portfel by zobaczyć czy mam pieniądze by coś kupić. Pustka. Położyłem się rozkładając ręce. Aż tu nagle błękit nieba przysłoniła mi kanapka z szynką i serem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz