niedziela, 31 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. #10.

Shina otworzyła drzwi od mieszkania i z delikatnym wyrazem niechęci weszła do domu. Poszedłem w jej ślady. Rzuciłem na szybko okiem po mieszkaniu. Niebieskie ściany a na nich obrazy kwiatów. Zapach róż był tu bardzo mocny.
- Wróciłam- powiedziała cicho Shina.
- Dzień dobry.- Rzuciłem podnosząc troszku głos.
Usłyszałem dźwięk jakby ktoś uderzył w ścianę. Shina na ten dźwięk skuliła się trochę. Wprowadziła mnie do salonu gdy w drzwiach pojawił się jakiś chłopak. Na oko 21 może 23 lata.
- Gdzieś ty się włóczyła do chuja. Wiesz, że matka szła na nockę i ktoś musi jakiś obiad zrobić. Ja pierdole. Spójrz czasem w jej zasrany grafik.- Powiedział otwierając powoli oczy.
Jego zdziwione spojrzenie gdy mnie zauważył sprawiło, że chciało mi się śmiać.
- Kto to? Opieka? Ktoś z policji?- powiedział lekko przestraszony.
- To mój przyjaciel Shio. Przyszedł mi pomóc.- Powiedziała Shina z naciskiem na przyjaciel.
- Niech stąd spierdala a ty do kuchni.
- Nie pójdę. Nic już dla Ciebie nie zrobię.
- Coś ty powiedziała mała szloro?
Podszedł do niej i zamachnął się ręką. Był ode mnie o głowę niższy. Złapałem jego rękę. Na nieszczęście zdążył się zamachnąć drugą i uderzyć Shinę w twarz. Normalnie wkurzyło by mnie to tak, że głowa mała. Teraz było inaczej. Ja czułem jak nienawiść do tego człowie.. zwierzęcia paruje z mojego ciała. Trzymając jedną ręką jego rękę, drugą wziąłem zamach i uderzyłem go w twarz. Zanim zdążył upaść pod uderzeniem już byłem znowu przy nim. Chwyciłem go za koszulkę i postawiłem do pionu. Robiąc wypad kolanem zadałem cios idealnie pod żebra. Upadł i z trudem chwytał powietrze. Nie dałem mu odpoczynku. Ponownie go postawiłem i uderzyłem tym razem pięściami. Zadawałem cios za ciosem będąc w szale.  Nagle poczułem szarpnięcie za koszulkę. Puściłem go i odwróciłem się. Ukazała mi się twarz Shiny z zaczerwienionym policzkiem i łzami w oczach. To sprawiło, że jeszcze bardziej się wściekłem. Odwróciłem się od niej i kopnąłem jej brata w brzuch. Tym razem szarpnięcie za koszulkę było mocniejsze. Odwróciłem się ponownie i nagle poczułem, że Shina mnie przytula. Nie. Ona bardziej próbowała mnie powstrzymać. To musiało śmiesznie wyglądać. Czubkiem głowy sięgała mi do lini sutków. To tak jakby pies próbował zatrzymać czołg.
- Przestań. Proszę. Zadzwonię po policje i niech go zabiorą.- Powiedziała Shina wciskając głowę w mój brzuch.
Nagle się uspokoiłem. Totalnie. Położyłem rękę na jej głowie i zacząłem ją głaskać. Po chwili mnie puściła i zadzwoniła po policje. Gdy skończyła rozmawiać usłyszałem ciche " Ty chuju". Nim zdążyłem się obrócić usłyszałem dźwięk wystrzału pistoletu, poczułem nagły niewyobrażalny ból a moje oczy zalała ciemność.

piątek, 29 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. #9.

Po przesłuchaniu 3 razy tej samej płyty zauważyłem, że coś jest nie tak. Ile można odrabiać lekcje.
- Skończyłaś?- Zapytałem wznosząc się na łokciach.
- Już dawno.- Odpowiedziała jakby nigdy nic.
- To czego nic nie mówisz? Wstawaj, pakuj się i lecimy do Ciebie załatwić sprawę z twoim bratem.- Powiedziałem sznurując glany.
Pakowała się powoli i opornie lecz po chwili skończyła. Założyła torbę na ramię i wyszła za mną z pokoju.
- Shiocchin gdzie idziesz?- Usłyszałem pytanie Kari.
- Na chwile wychodzę. Za jakiś czas będę w domu- Opowiedziałem, zamykając za Shiną drzwi od domu.
Wyszliśmy na ulice a ja odruchowo kopnąłem kamień. Zawsze to robię gdy mam ubrane glany.
- Prowadź.- Powiedziałem.
Shina pokiwała głową i zaczęła iść w stronę jednego z domów stojących na drugiej stronie ulicy.
Otworzyła zardzewiała furtkę. Idąc w stronę drzwi rozejrzałem się po zaniedbanym ogrodzie.
Ehh ciekaw jestem jak będę musiał załatwić to z jej bratem. Może dyplomatycznie? A może siłowo? Ehhh pożyjemy zobaczymy.

wtorek, 26 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. #8.

Przygotowując obiad zastanawiałem się jak rozwiązać problem Shiny. I zastanawiałem się dlaczego się nad tym zastanawiam. Właściwie nigdy nikomu nie pomagałem bo nikt nie prosił o pomoc przez co wychodziłem z założenia, że nie będę w stanie nikomu pomóc. A tu nagle coś takiego. Ale nie mogę tego tak zostawić. Coś wymyśle.
- Umiesz gotować?- Zapytała nagle Shina.
- Tak. Byłem zmuszony się tego nauczyć ponieważ wracałem ze szkoły a siostry były w pracy.- Odpowiedziałem.
- A co z twoimi rodzicami?
W tym momencie na chwile zatrzymałem się. Nawet z siostrami nie poruszamy tematu rodziców. Od ich wypadku byliśmy się usamodzielnić ponieważ nawet rodzina nie chciała nam pomóc.
- Moi rodzice są daleko, więc sam z siostrami zajmujemy się domem.- Odpowiedziałem.
Usłyszałem krótkie "aha". Wznowiłem przygotowywanie obiadu gdy usłyszałem głos Kari, że wróciła. Krzyknąłem, że za chwile będzie obiad. Po chwili i Kari i Aria weszły do kuchni zajmując swoje miejsce na stole naprzeciw siebie. Gdy się odwróciłem zauważyłem, że Kari przygląda się Shinie, która zajęła moje miejsce.
- Kari, to jest moja znajoma ze szkoły. Zje dziś z nami obiad i trochę ze mną posiedzi. Udzielam jej korepetycji.- Skłamałem kładąc jedzenie na stole.
- Ahhh jak miło. Jestem Kari starsza siostra Shiocchina i siostra bliźniaczka Ari.- Powiedziała Kari z uśmiechem.
Gdy skończyliśmy jeść, odniosłem swój i Shiny talerz do zlewy i powiedziałem, że idziemy się uczyć. Siostry pokiwały głowami i dalej zagłębiły się w rozmowę na temat nowych kwiatów do ogrodu. Zabrałem Shine do pokoju i z przyzwyczajenia zamknąłem drzwi.
- Nie przeszkadza Ci, że drzwi będą zamknięte?- Zapytałem ją.
- Nie specjalnie. Nie boję się Ciebie, więc mi to nie przeszkadza.- Odpowiedziała Shina.
Zaskoczyła mnie trochę jej odpowiedzieć ale nie dałem tego po sobie poznać. Podszedłem do półki z płytami i chwile tam grzebałem. Po chwili znalazłem płytę Breakdown of Sanity i wrzuciłem ją do sprzętu. Odwróciłem się i rzuciłem się na łóżko. Wylądowałem z takim impetem, że Shina siedząca prawie na samym skraju prawie spadła. Założyłem ręce za głowę.
- Chciałaś odrabiać lekcje. Tam masz biurko. Ja muszę chwilę poleżeć.- Powiedziałem jej i przymknąłem oczy.
Usłyszałem skrzypienie łóżka i dźwięk odsuwane krzesła. Nagle poczułem jak coś ląduje mi na brzuchu. Otworzyłem oczy i zauważyłem głowę Shiny z twarzą zwróconą w stronę mojej twarzy.
- Mogę wiedzieć co ty robisz. Miałaś odrabiać lekcje.- Powiedziałem ze zdziwieniem.
- Też muszę chwile poleżeć.- Odpowiedziała.
- Ale dlaczego na moim brzuchu? Mogę dać Ci poduszkę jeśli chcesz.
- Tu jest wygodnie. Lubię mieć twardo pod głową.
- Ale dlaczego mój brzuch co? Nie pozwalasz sobie odrobinę za dużo? Może nie wyglądam ale jestem w stanie Cię przywiązać do krzesła jeśli będziesz mnie drażnić.
- Wyglądasz. Masz wyrzeźbiony brzuch i ręce co oznacza, że musiałeś dużo ćwiczyć. Ale tego nie zrobisz. Bo gdybym Cię drażniła zrobiłbyś to od razu jak położyłam głowę na twoim brzuchu.
W sumie to miała racje. Do wszystkiego. Ćwiczyłem dużo i do teraz ćwiczę i jakoś nie drażni mnie to, że na mnie leży. Ogólnie rzecz biorąc jest pierwszą od wieków osobą spoza moich sióstr, która się do mnie odezwała a co dopiero dotknęła.
- Dobra, koniec tego dobrego bierz się za odrabianie lekcji i pójdziemy do Ciebie.- Powiedziałem jej podnosząc się na łokciach.
- Do mnie? Dlaczego? Nie chce tam iść.- Odpowiedziała lekko spanikowana.
- Po pierwsze nie możesz u mnie siedzieć w nieskończoność a po drugie trzeba zrobić porządek z twoim bratem.
Gdy to powiedziałem wstała bez słowa i usiadła przy biurku. Znowu się położyłem i zamknąłem oczy. Po chwili słyszałem jak skrobała coś na kartce.
Zagłębiłem się w tekst lecącej piosenki. Wokalista właśnie wykrzykiwał słowa " Let me wake up. This is not my real life". Miał racje to nie jest moje prawdziwe życie. Ale może takie się stanie.

niedziela, 24 maja 2015

Ta chora obecność. ( wiersz)

Ta chora obecność
Ona nie daje mi spokoju.
Te chore głosy
Które nie dają spać.
To chore uczucie
Że na świecie
Muszę zostać tylko JA.
               /- Zireael

Dwukolorowy narcyz. #7

- Mogę zjeść u Ciebie obiad? I odrobić lekcje?- Zapytała nagle Shina gdy szedłem w stronę furtki.
- Że co? Pogrzało Cię? Obiad? Lekcje? A co ja niańka?- Odparłem rozdrażniony i zdziwiony.
- Proszę. Nie chce jeszcze wracać do domu. Proszę. Tylko dziś.- Błagała Shina.
Widząc jej minę, poczułem się źle, że tak zareagowałem. Ale chwila moment. Ona nie chce wracać do domu. Czyli coś jest u niej w domu nie tak.
- Ten jeden raz. I wara komukolwiek o tym powiedzieć.- Powiedziałem i przepuściłem ją w furtce.
Popytam ją o to wszystko. Jeśli nie chce być w domu to musi dziać się tam coś złego. Ehhh kolejna sprawa na głowie.
- Wróciłem- Krzyknąłem zamykając drzwi i zrzucając buty.
Shina rzuciła ciche "dzień dobry".
- Idziemy najpierw do mnie do pokoju i wszystko mi wyjaśnisz.- Rozkazałem jej i powiedziałem by szła za mną.
 Wchodząc do pokoju automatycznie włączyłem muzykę i zamknąłem drzwi. Rzuciłem torbę w kąt. Shina usiadła na krawędzi łóżka. Nagle do pokoju wpadła naga Aria.
- Shiochin w łazience nie ma suchych ręczników- Powiedziała rzucając się na mnie.
- Kurwa mać Aria. Wiesz gdzie są. - Powiedziałem ściągając bluzę i wciskając ją na Arię.
Shina wydawała się zszokowana tą sytuacją. Przez to, że mieszkam sam z siostrami w tym domu nie ma czegoś takiego jak poczucie wstydu przed nagim ciałem.
- Zresztą wypada zapukać, w szczególności, że ma gościa.- Dodałem z stoickim spokojem.
- Kto to? Twoja przyjaciółka? Masz przyjaciółkę? A może dziewczyna? Masz dziewczynę? Ktoś odważył się do Ciebie odezwać? Nie zabiłeś osoby, która się do Ciebie odezwała?- Pytała Aria z prędkością karabinu maszynowego.
- Znajoma ze szkoły. A teraz wyłaź z tego pokoju i się ubierz. TERAZ!.- Odpowiedziałem.
Gdy Aria wyszła spojrzałem na Shine. Minę miała nie tęgą, jakby zobaczyła ducha.
- Przepraszam za nią. To była moja starsza siostra Aria. O tym w szkole tym bardziej ani słowa. A teraz mi powiedz dlaczego nie chcesz wracać do domu.- Powiedziałem kładąc się na łóżku, obciągając podkoszulek by nie widać było mi brzucha.
I byłem zdziwiony tym, że Shina zaczęła opowiadać. O tym jak zmarł jej ojciec i została sama z zapracowaną matką i starszym bratem. O tym jak brat zaczął ją terroryzować, wyżywać się na niej krzycząc i czasami bijąc. O tym, że jej matka sama boi się swojego syna i nie reaguje na to przez strach przed nim.
Gdy skończyła opowiadać miała łzy w oczach. Zrobiło mi się jej tak bardzo żal. Nie wiem czemu ale przytuliłem ją do siebie jak niedawno moje siostry. Byłem zdziwiony, że się nie opierała.
- A opieka społeczna? Policja? - zapytałem.
- Boję się zrobić cokolwiek. Przepraszam Cię.- Odpowiedziała pociągając nosem.
Była taka krucha i drobna. Z jej brata musi być straszny skurwiel. Puściłem ją i wstałem. Po chwili doszło do mnie, że nie postąpiła zbyt mądrze ponieważ weszła do mojego domu nawet mnie nie znając.
- Dlaczego tak mi ufasz? Nie znasz mnie ani trochę, a jednak weszłaś do mojego domu i nawet pokoju, w którym jesteśmy zamknięci.- Powiedziałem.
Nie odpowiedziała tylko wstała i sama przytuliła się do mnie.
- Nie znam Cię ale nie uważam, że jesteś potworem tak jak myśli cała szkoła. Uratowałeś mnie.- Usłyszałem.
- Ehhhh chodź. Przygotuje obiad. Zaraz moja druga siostra powinna wrócić z pracy. Pewniakiem też będzie głodna.- Powiedziałem łagodnie.
Czuje, że to popołudnie tak szybko się nie skończy.

czwartek, 21 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. Rozdział 6.

Siedząc na pierwszej lekcji zastanawiało mnie jak ona sobie wyobraża to, że będę z nią łaził podczas przerw. Tej dziewczynie chyba nie bardzo zależy na szkolnym życiu. Nie wiem dlaczego się zgodziłem. Nie jestem jej nic winny, a to raczej ona mi. Pożyjemy zobaczymy. Zamyśliłem się nad tym tak bardzo, że gdy nauczycielka poprosiła mnie do tablicy to musiała mnie upominać dwa razy.
- Słucham panią.- powiedziałem wstając z krzesła.- Przepraszam, lecz się zamyśliłem.
- Zdarza się w twoim wieku. A teraz się obudź i przestań myśleć o niebieskich migdałach.- Odpowiedziała.
Klasa zaczęła się podśmiewać ale gdy zobaczyli moją minę to już im do śmiechu nie było.
I w ten sposób lekcja jakoś minęła. Zadzwonił dzwonek na pierwszą przerwę. Szczerze to nawet nie wiedziałem gdzie i czy w ogóle muszę czekać na Shinę czy ona przyjdzie. Wychodząc z klasy zauważyłem, że już czeka opierając się o parapet. Podszedłem powoli do niej.
- Na dach.- Powiedziałem do niej i sam tam poszedłem.
Weszła chwilę po mnie. Ja już zdążyłem usiąść opierając się o barierkę. Usiadła kawałek ode mnie. Poszukałem w kieszeniach MP3 i założyłem słuchawki. Już po chwili usłyszałem scream wokalisty Parkway Drive. Przymknąłem oczy. Zacząłem się zastanawiać gdzie znajdę prace by odciążyć troche Kari. Nie zdążyłem zagłębić się w tą myśl gdy poczułem szturchnięcie w ramie. Wyjąłem słuchawki jedną ręką, drugą stopując muzykę.
- Dlaczego spędzasz wszystkie przerwy sam?- Zapytała Shina.
-Ponieważ kto by chciał spędzać przerwy z potworem. W klasie nie mam kolegów czy koleżanek a w drużynie gram tylko dlatego, że jestem najlepszym obrońcą w tej szkole. Z resztą nie przeszkadza mi to. Lubię ciszę i spokój.- Odparłem.
- Potworem? Czemu potworem?- Zadała kolejne pytanie.
- Przyjrzałaś się mi chociaż raz? Mam 210 cm wzrostu, bardzo dziwne oczy i na dodatek totalnie białe włosy. Przez to wszystko nikt nigdy nie spróbował nawet ze mną porozmawiać. Wisi mi to. Nie przychodzę do szkoły dla ludzi ale dla nauki.- Odparłem i ponownie założyłem słuchawki.
Przez resztę przerw mnie już nie zaczepiła. Miałem spokój. Ogólnie rzecz biorąc było tak jak zawsze tyle, że koło mnie siedziała mała, drobna dziewczyna.
Gdy lekcję się skończyły wyszedłem jak najszybciej ze szkoły. Zauważyłem, że Shina idzie za mną.
- Dlaczego łazisz za mną nawet po lekcjach?- Zapytałem z lekkim rozdrażnieniem.
- Ponieważ mieszkam na przeciw Ciebie- Odparła delikatnie przestraszona.
Rzuciłem krótkie "aha" i szedłem dalej.
Tego to nie wiedziałem prawdę mówiąc. Ale dlaczego nigdy wcześniej jej nie widziałem? A z resztą nie moja sprawa.





Rozdział sponsorowała strona " Ćpam anime".

wtorek, 19 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. Rozdział 5.

Gdy rano otworzyłem oczy muzyka dalej leciała. Spojrzałem, która jest godzina. Do budzika zostało jeszcze prawie pół godziny. Nie chciałem więcej leżeć więc wstałem, ubrałem się i poszedłem do łazienki. Wychodząc ponownie sprawdziłem jaki jest czas. Normalnie miałbym jeszcze 15 min snu. Zszedłem do kuchni by przygotować sobie i siostrom śniadanie. Nie chciałem na nie czekać więc zjadłem szybko sam, spakowałem jedzenie do szkoły i wyszedłem szybciej z domu.
W drodze do szkoły skoczyłem do sklepu po coś słodkiego. Do dzwonka zostało jeszcze 10 min. Stojąc pod bramą zmieniłem play listę i usiadłem opierając się od drzewo. Przymknąłem na chwile oczy, wyśpiewując niemo tekst piosenki. Nagle poczułem delikatne szturchnięcie w ramie. Otworzyłem oczy i odruchowo wyciągnełem jedną słuchawkę. Nade mną stała Shina.
- To nie kulturalne szturchać ludzi z samego ranka.- Powiedziałem.
- Miałeś założone słuchawki, zamknięte oczy i śpiewałeś pod nosem.- Odparła z lekkim oburzeniem.
- Chcesz czegoś ode mnie czy po prostu lubisz szturchać ludzi?
- M-m-mam prośbę do Ciebie.
- Do mnie? Czego pierwszak może chcieć od ode?- Zapytałem.
- Czy spędzałbyś ze mną przerwy?- Zapytała Shina.
Zakrztusiłem się śliną i po chwili zacząłem się śmiać.
- A co? Boisz się tamtych kolesi? Myślisz, że jeśli będziesz miała mnie przy boku będzie lepiej? Nie dadzą Ci żyć w szkole za trzymanie się z potworem.- Oznajmiłem jej i wstałem. Teraz żeby mogła na mnie spojrzeć musiała podnosić głowę.
Po mojej odpowiedzi zmieszała się lekko. Parsknąłem i poszedłem w stronę wejścia do szkoły gdyż za minute był dzwonek.
- Proszę. Wole nie mieć szkolnego życia niż być dręczona przez szkolnych chuliganów. Proszę. Tylko w szkole. Nie musisz się nawet do mnie odzywać. - Zawołała za mną z desperacją w głosie.
- Spoko ale tylko do czasu aż tamci kretyni dadzą Ci spokój. Później ty mi dasz spokój. - Odparłem i włożyłem słuchawki do uszu.
Przez moje siostry zmiękło mi chyba serce. Jeszcze jakiś czas temu kazałbym jej dać mi spokój i tyle. Pożyjemy zobaczymy.




(Pytanie do osób przeglądających ten blog. Czy chcecie by na fejsie została utworzona strona blogga na której będą się pojawiać informacje kiedy zostaje wpuszczony kolejny rozdział lub inne krótkie opowiadania{od czasu do czasu pisałbym opowiadania na  życzenie czytelników} Dziękuje za każdego czytelnika.)

niedziela, 17 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. Rozdział 4.

Już prawie trzymałem dłoń na klamce od furtki aż tu nagle..
- Zaczekaj- Usłyszałem zdyszany głos.
Nie musiałem się obracać by wiedzieć kto to jest. Mimo tego jednak to zrobiłem. Spojrzałem na zgiętą w pół dziewczynę.
- Dziękuje Ci- Powiedziała nie podnosząc głowy.- Za to teraz i na dachu w szkole.
- Hę?? Ah tak. Nie ma za co- powiedziałem i nacisnąłem klamkę.
- Następnym razem chodź po szkole z koleżankami lub siedź w klasie.- Dodałem na szybko i zamknąłem bramkę.
"Czemu wszystkie dziewczyny mają problemy ze wszystkim?" pomyślałem.
- Wróciłem!-Krzyknąłem ściągając buty.
Zanim poszedłem do pokoju wstąpiłem do kuchni by wziąć jabłko.
Zamykając drzwi do pokoju jedną ręką, drugą rzuciłem torbę pod ścianę. Padłem na łóżko jak kłoda przeżuwając gryz jabłka. Nie wiem czemu ale przypomniała mi się ta dziewczyna. " Jak ona miała na imię?" zastanawiałem się przez chwilę." Shina." przypomniałem sobie po chwili. Podniosłem się z łóżka, otworzyłem okno i wyrzuciłem ogryzek do wielkiego, wiecznie otwartego śmietnika stojącego na ulicy. Gdy zamknąłem okno otworzyły się drzwi a w nich stały moje siostry.
- Shio- Krzyknęły jednocześnie i rzuciły się na mnie powalając mnie na łóżko.
Niby były od mnie starsze, miały prace i powinny zachowywać się dorośle jednak od wypadku rodziców od czasu do czasu były jak małe słodkie dziewczynki. Przytuliłem je obie i zauważyłem, że Aria ma w oczach łzy.
- Co się stało? Ktoś Ci coś zrobił?- Zapytałem na szybko podnosząc się na łokciach.
- Arię wylano z pracy.- Powiedziała Kari.
"Jak to się kurwa stało" pomyślałem z furią. Powiedziałem jednak co innego.
- Ehh teraz może być ciężko. Z waszymi obiema pensjami byliśmy w stanie płacić rachunki i mieć co włożyć do garnka.- Powiedziałem najłagodniej jak mogłem.
-Przepraszam. Przepraszam. Jestem beznadziejna. Totalne nic ze mnie.- Powiedziała Aria robiąc między słowami przerwy by podciągnąć nosem.
Podałem jej chusteczkę i przytuliłem mocno.
- Spokojnie. Damy jakoś sobie rade. Będziemy musieli zacząć trochę oszczędzać i tyle. Spokojnie Ari nie martw się. Posiedź w domu przez tydzień czy dwa i poszukaj czegoś. Przez ten czas i ja postaram się zdobyć jakąś prace. W razie czego zawsze będzie dodatkowy grosz.- Oznajmiłem i przytuliłem jeszcze Kari bo też powoli się rozklejała.
Po chwili je puściłem i kazałem im się położyć na łóżku. Gdy to zrobiły ja podszedłem do półki nad radiem. Chwyciłem płytę Suicide Silence pt." You Can't Stop Me" i włożyłem do radia. Po chwili już słyszałem pierwszy ciężki breakdown.
- Poleżcie tu chwile a ja pójdę przygotować obiad. Jak skończę to was zawołam.- Powiedziałem z uśmiechem zanim wyszedłem z pokoju.
Zszedłem do kuchni, usiadłem na krześle i położyłem głowę na blacie stołu. " Jakoś damy sobie rade" powtarzałem sobie w myślach. Po chwili Wstałem i zabrałem się za obiad. Ugotowałem warzywa i ryż, nakryłem do stołu i na chwilę stanąłem w miejscu nasłuchując. Z mojego pokoju nie było słychać Suicide Silence tylko The Ghost Inside i moje siostry wtórujące wokaliście. Uśmiechnąłem się pod nosem i poszedłem do pokoju.
Zjadłem z siostrami obiad. Przy obiedzie wydawały sie już odrobinę weselsze. Ucieszyło mnie to. Wstałem od stołu i poszedłem do pokoju. Drzwi zamknąłem na klucz, płytę zmieniłem na Rise Of The North Star, muzykę włączyłem na full, usiadłem na łóżku, schowałem twarz w dłoniach. Chciało mi się płakać z powodu Arii. Lecz tego nie zrobiłem, zamiast tego odkluczyłem pokój, ściszyłem muzykę, położyłem się z powrotem na łóżko i po chwili spałem.



ps. Podziękowania dla stron na fejsie, które udostępniły ten blogg u siebie. ( rozdział "sponsorowany" przez " Mamo nie mogę, oglądam Anime".) Wielkie dzięki dla wszystkich stron, dla "sponsora" szczególnie a w szczególności dla admina Rika-chan ;) z strony podanej powyżej.

Dwukolorowy narcyz. Rozdział 3.

Ostatnia lekcja. Kiszki mi grają marsza a za chwile trening. Niby zrobiłem dobry uczynek ale co z tego skoro sam cierpię. Ehhh chyba jednak nie opłaca się być miłym. Dzwonek. Teraz szybko do szatni bo trener będzie ze mnie pasy zdzierał za spóźnienie.
W szatni jak zawsze był hałas. Tylko ja siedziałem cicho. Norma. Do szatni wszedł trener.
- Mamy dwóch nowych, którzy chcą z nami trenować koszykówkę. Oboje ćwiczą jako obrońcy.- powiedział trener, a zza jego pleców wyszło dwóch pierwszaków. 
W szatni szał. WoW. Nowa, świeża krew. Hip hip hurra. Łatwo się domyśleć, że jako jedyny nie przejawiałem takiego entuzjazmu. Patrząc na ich wzrost i proporcje ciała na obronie nie dadzą rady. Sam jestem obrońcą więc troszku się na tym znam. 
- A teraz na sale i się rozgrzać. Shio zostań na chwile.- Rzekł trener pokazując na mnie palcem.
Nie wiem o co chodzi. Spojrzałem na nowych, którzy patrzeli na mnie. Jeśli będą mieli stać koło mnie na boisku i tak trząść kolanami jak teraz to za długo nie pograją.
- Jako, że jesteś najlepszym obrońcą będziesz miał na nich oko i dawał im jakieś wskazówki w razie czego.- Oznajmił mi trener i wyszedł, zostawiając naszą trójkę w szatni.
No ja to chyba mam zły dzień. Najpierw głodówka i to w dodatku przed treningiem to jeszcze mam się bawić w niańkę.
- Jak słyszeliście jestem obrońcą. Nazywam się Shioaisurui Kana.
Zanim zdążyli odpowiedzieć wyminąłem ich i udałem się na hale. 
Zrobiłem rozgrzewkę i akurat trener zaczął coś mówić o przyszłych zawodach i różnych innych pierdołach. 
- A teraz by sprawdzić nowych zagramy mały meczyk. Shion i Tai wybierają sobie zawodników- powiedział trener po czym wyciągnął paczkę fajek i udał się na zaplecze.
Tai jest kapitanem naszej drużyny a Shion jego najlepszym kumplem. Poza mną są to jedyni zawodnicy, którzy mają więcej niż 190cm wzrostu. Tai ma 194cm a Shion 192cm. Każdy z nich musiał już wybrać ostatniego zawodnika a zostałem ja i dwóch nowych. Tai wziął jednego z nowych a Shion mnie bo bardzo nie lubi przegrywać, nawet jeśli to tylko treningi. Przed wejściem na boisko każdy z "mojej" drużyny zbijał piątkę z innymi. Do mnie nikt nie podszedł. Może gramy w jednej drużynie, lecz mnie wybierają tylko dlatego, że jestem dobry. 
Przez głód nie miałem zbytniej ochoty grać. Broniłem bo broniłem. W pewnym momencie nowy z przeciwnej drużyny miał piłkę i ruszył do ataku na kosz. Zatrzymał się przed trumną i wykonał rzut. Ajj on głupi. Ledwo piłka opuściła jego ręce a już była w moich.
- P-p-p-potwór.- Zaczął szeptać nowy.
Z niewiadomych przyczyn rozdrażniło mnie to bardziej niż zwykle. Zacząłem kozłować i biegnąc przez boisko zastanawiałem się czy wypada obrońcy wykonywać tak zuchwały atak. Jako, że nie było wyższych ode mnie widziałem całe boisko i to kto stoi na obronie pod przeciwnym koszem. Nagle pierwszak, który nazwał mnie potworem pojawił się na obronie i próbował mnie zatrzymać. Nie wyszło mu. Wykonałem delikatną wrzutke spod kosza i udałem się pod swój kosz.
Wychodząc po treningu byłem ledwo żywy. Zmachany i głodny. Gorzej być nie może. Idąc do domu zauważyłem coś co już miało miejsce tego dnia. Ta sama trójka z dachu i ta sama dziewczyna na dodatek w tej samej sytuacji. Tym razem jeden z tych gerojów miał kij. Jako prawy obywatel musiałem zareagować. Dobiegłem do nich w idealnym momencie by złapać kij kiedy osoba go dzierżąca wzięła zamach nad głowę.
- Macie pecha chłopacy.- Powiedziałem wyrywając kij i łamiąc go o kolano.
Musieli mnie pamiętać bo ledwo kij dotknął mojego kolana już ich nie było. Westchnąłem, wyrzuciłem resztki drewna i nawet nie patrząc na tą dziewczynę poszedłem do domu. 

piątek, 15 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. Rozdział 2.

- Możesz nie machać mi jedzeniem przed nosem??-powiedziałem z delikatnym rozdrażnieniem.
- W-w-wygląda-a-asz na g-g-głodnego.- powiedziała jąkając się strasznie.
Pomyślałem, że to jakiś rodzaj podziękowania, więc niewiele myśląc chwyciłem kanapkę. Wziąłem gryza i spojrzałem z zaciekawieniem na osobę od której to dostałem. Na pewno pierwszak. Niziutka dziewczyna z czerwonymi włosami, sięgającymi jej do lini nawet wydatnych piersi.
- Jak się nazywasz?
- Je-je-jestem Shina Ka-kazuri- powiedziała z delikatnym przerażeniem.
- Boisz się, że się tak jąkasz czy masz tak zawsze?- Rzuciłem kończąc kanapkę.
- Nie boję się i się nie ją-jąkam.
Po tym jak to powiedziała zacząłem się śmiać pod nosem. Wstałem, strząsnąłem okruszki z mundurka i spojrzałem na Shine, która gapiła się na mnie jak ciele w malowane wrota.
- Zaraz będzie koniec przerwy. Lepiej idź pierwsza. Nie będziesz miała życia w szkole jeśli zobaczą Cie w moim towarzystwie.- Poinformowałem ją po czym podszedłem i oparłem się o barierkę.
Zrobiła to co powiedziałem i szybko pobiegła do drzwi. Nie musiałem się oglądać by wiedzieć kiedy już jej nie było na dachu.
" Te stare drzwi strasznie skrzypią" pomyślałem. Założyłem ręce za głową i poszedłem w stronę drzwi.
Idąc do swojej sali widziałem dwójkę z tych chłopaków co byli na dachu. Oni musieli mnie też zauważyć ponieważ po chwili byli na drugim końcu korytarza. Siadając w sali dalej czułem głód a dziś czekał mnie jeszcze trening. Jakoś będę musiał sobie dać rade.

czwartek, 14 maja 2015

Dwukolorowy narcyz. Rozdział 1.

"Kolejny mętny poranek. Ehhh znowu będzie dzień jak codzień. Wypada otworzyć oczy." Oczy otworzyłem, wstałem i poszedłem do łazienki. Stojąc przed lustrem umyłem twarz, zęby i ręce. Spojrzałem w swoje odbicie. Zobaczyłem swoje dziwne oczy. Jedno jasne i błękitne, drugie czerwone niczym płatki róży. A no tak nie przedstawiłem się. Nazywam się Shioaisurui Kana. Byłbym najzwyklejszym licealistom gdyby nie moje oczy, 210 cm wzrostu i długich do ramion włosów koloru mleka. Jestem w trzeciej klasie.
Wyszedłem z łazienki i skierowałem się do pokoju by ubrać szkolny mundurek i pójść przygotować sobie śniadanie. Już prawie trzymałem dłoń na klamce gdy z kuchni dobiegł mnie rumor i dźwięk zderzających się garnków. Zszedłem na dół i zobaczyłem moją starszą siostrę Arie leżącą na podłodze oraz pocierając głowę. Wokół niej leżały garnki i resztki potłuczonego talerza.
- Coś ty znowu zrobiła?- Zapytałem.
-Chciałam wyciągną garnek by zagotować mleko ale taboret uciekł mi spod nóg.- Powiedziała i powoli wstała opierając się o blat stołu.
Może to dziwne ale mimo tego, że ja jestem ogromnie wysoki to obie moje siostry czyli Aria i Kari, które są bliźniaczkami to akurat one są bardzo niskie. Żeby wyciągnąć coś z zawieszonych szafek potrzebują krzesła lub mnie.
-Czemu mnie nie zawołałaś i gdzie w ogóle jest Kari?- Rzuciłem z nadzieją, że nie odpowie. 
- Kari jest w łazience, a nie wiedziałam czy już wstałeś. Chciałam Ci przygotować zupe mleczną na śniadanie.- Odpowiedziała.
Nie doczekała się odpowiedzi ponieważ zacząłem wkładać garnki z powrotem do szafki. Po chwili zamknąłem szafkę, chwyciłem zmiotkę i szufelkę i zabrałem się za sprzątanie potłuczonego talerza. Spojrzałem na zegarek. 7:45. 
- Przez Ciebie śniadanie zjem dopiero w szkole. Powiedz Kari, że na obiad będzie ryż i jakieś mięso. Jak będzie mi się chciało to zrobię coś innego.- Krzyknąłem wbiegając po schodach.
"Niby dorosłe, pracujące kobiety a nawet z prostymi rzeczami mają problemy" pomyślałem. " Gdyby rodzice to widzieli" dorzuciłem moim myślom i odruchowo spojrzałem na zdjęcie, które miałem postawione na szafce przy łóżku. Przedstawiało ono moich rodziców, którzy nie żyli od 6 lat. Na zdjęciu byłem również ja trzymany na rękach przez ojca, a moja matka trzymała za ręce moje siostry. Tęsknie za nimi. Tęsknie za białymi włosami matki i tymi strasznymi dla mnie za dzieciaka różnokolorowymi oczami ojca, które odziedziczyłem. 
Ubrałem się na szybko, chwyciłem w locie portfel i wyskoczyłem z domu.
Do klasy wbiegłem równo z dzwonkiem. Znosząc gromiące spojrzenie nauczyciela usiadłem na swoim miejscu. Wypakowując książki z torby słyszałem jak moi "koledzy i koleżanki" z klasy szepczą między sobą. " Pewnie dokonywał jakiś ciemnych porachunków", " Pewnie odbierał swoją pensje z cyrku, dziwak". Dla mnie to norma. Od dziecka nigdy nie miałem przyjaciół czy chociażby kolegów a o dziewczynie nawet nie wspominając. Wszystko przez mój wygląd. Ludzie nie patrzą mi w oczy albo przez wzgląd na ich kolor albo przez wzgląd na mój wzrost. Przyzwyczaiłem się. Póki tylko gadają miedzy sobą to mi to nie robi. Jestem osobą spokojną lecz nienawidzę kiedy próbują mnie szturchać czy szukać zaczepki. Ale mam spokój ponieważ w pierwszej klasie liceum kilku chłopaków próbowało mnie zaczepić i pognębić. Ich pech. Dwóch skończyło z siniakami, jeden z rozwalonym nosem a ostatni czyli " szef" tej bandy skończył z połamaną ręka. Od tamtej pory jestem uznawany za chuligana i każdy uchodzi mi z drogi. Nie przeszkadza mi to. 
Lekcje mijały spokojnie. Jakoś wytrwałem do przerwy obiadowej. Nareszcie mogłem coś zjeść. Kupiłem jedzenie i poszedłem na dach. Tam czekał na mnie dziwny widok. 3 drugoklasistów dręczyło jakiegoś czerwonowłosego pierwszaka. " Bohaterem nie jestem i wisi mi to, lecz chce tu w spokoju w końcu się najeść" pomyślałem. Położyłem siatkę z jedzeniem przy drzwiach i ruszyłem w stronę zamieszania. 
- Mogę wiedzieć co tu się odwala?? A z resztą. Gówno mnie to obchodzi, pierwszaka zostawić i wypierdalać mi stąd.- Powiedziałem delikatnie wzmocnionym głosem. 
Reakcja była natychmiastowa. Całą trójka obejrzała się za siebie. 
- Nie wtrącaj się dziwaku. Przez tą dziewczynę upuściłem moje żarcie. Musi za to zapłacić.- Rzucił jeden z nich wychodząc naprzeciw mnie.
" Przez dziewczynę?" pomyślałem i przyjrzałem się osobie gnębionej. I to na serio była dziewczyna. Mała, krucha w długich do pasa czerwonych włosach z wzrokiem tak błagalnym, że nawet ja byłem zmuszony temu ulec.
- Macie dwa wyjścia. Albo zostawicie ją w spokoju i dacie mi zjeść tu na spokojnie, albo każdy z was wyląduje za barierkami.- powiedziałem przekręcając głowę tak, żeby strzeliły mi kręgi.
No i miałem co chciałem. Cała trójka rzuciła się na mnie. Kretyni. Nie będę opisywał walki bo nie trwała zbyt długo. Rzucili się do drzwi po drodze tratując moje jedzenie.
- Nosz kurwa ich mać.- Rzuciłem wściekły.
Obróciłem się za siebie i spojrzałem na dziewczynę.
- Nic Ci nie jest? Nie obili Cię za mocno?- zapytałem spokojnie.
Burknęła pod nosem, że nic jej nie jest. Usiadłem na podłodze wyciągając portfel by zobaczyć czy mam pieniądze by coś kupić. Pustka. Położyłem się rozkładając ręce. Aż tu nagle błękit nieba przysłoniła mi kanapka z szynką i serem.